Wolontariat? To nie dla mnie.

-Ależ cię podziwiam. – Powiedziała mi już trzecia osoba. A mi się chce zgrzytać zębami. Czym jest właściwie podziw? Zawsze wydawało mi się, że podziw to coś w rodzaju „też bym tak chciał, ale nie mam talentu/odwagi”. A może to jednak sposób powiedzenia „nie wiem, czy ci gratulować, czy współczuć”. Mam przyjemność i nieprzyjemność znać wielu wolontariuszy, niektórzy rzeczywiście zasługują na podziw, czasem na współczucie lub gratulacje, a są i tacy, którzy w ogóle na nic nie zasługują. Głupi, mądrzy, ładni, brzydcy, religijni, ateiści, alergicy, weseli i smutni, prawi i lewi, o dziwo – całkiem jak „zwyczajni” ludzie. Nieświęci co garnki lepią.

Daleko nam do frajerstwa. Zanim weźmiemy się za pomaganie zapewniamy sobie byt pracą zawodową. To co robimy pro bono sprawia nam przyjemność, więc równe dobrze moglibyście nas podziwiać za czytanie książek, za co też nam nikt (niestety) nie płaci. Robimy to świetnie i z radością, bo wybieramy taki sposób i taką materię działania jaka nam pasuje.

Nie mamy supermocy. Nasze działania to małe cegiełki, każdy dorzuca coś, co akurat potrafi, coś co ma, niejako na zbyciu. Ewa ma samochód i ogromną sieć kontaktów, ja mam umiejętność szybkiego pisania, a Gosia wie gdzie powinny być przecinki i samo żet. Jak widać nasze zdolności nie są bezpośrednio związane ze zwierzętami, a jednak im się właśnie mogą przysłużyć.

Nie wyhodowaliśmy twardych skór. Słyszałam sto razy, że „chciałabym, ale zaczynam płakać”. Ja też zaczynam płakać. Głownie zaczynam płakać gdy nie jestem bezsilna i kończę płakać gdy coś już robię. Dajmy na to, że w Koterii przebywa oswojone zwierzę odłowione z ulicy. Co tam zakładać. Przebywa niejedno. Mogłabym z tego powodu wylać morze łez, zużyć pakę chusteczek, stracić czas i nikomu nie pomóc, a jeszcze dostać bólu głowy. Mogę też pójść do Koterii z aparatem, zrobić oswojonemu zwierzęciu zdjęcia, pobawić się z nim chwilę. Zdjęcia dać do publikacji i tym samym ułatwić znalezienie domu.

Nie mamy więcej czasu niż ty. Nie spędzamy każdej wolnej chwili na pracy dla Koterii. Poświęcamy tyle czasu ile sami chcemy. Oczywiście, czasem zarywam noc pisząc coś, ale tylko dlatego, że dwie godziny wcześniej, gdy powinnam pisanie kończyć nie mogłam się oderwać od DeathSpanka.

Jesteście lepsi. Na pewno nie jesteśmy. W pewnym sensie nawet jesteśmy gorsi. Nie mamy waszego świeżego spojrzenia, waszych wątpliwości, pytań, głów pełnych, choćby utopijnych pomysłów.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wolontariat? To nie dla mnie.

  1. Basia Rosińska - Więch pisze:

    Witam!.Chciałabym bardzo podziękować wszystkim wolontariuszom pracującym w KOTERII, za to co robicie dla tych biednych kotów , dzikusów, dzięki Wam życie ich będzie lepsze , kotki nie bedą rodzić kolejnych dzieci i martwić się potem o ich los.Szczególne podziękowania przesyłam dla P.Ewy za to ,że JEST i że dzięki niej moje 4 dzikuski ,żyją sobie całkiem nieźle, są wyleczone , wysterylizowane , a ja zapewniam im dobre jedzonko i ciepłe budki w czasie zimy. Pani Ewuniu pozdrawiam serdecznie. Basia z Modlińskiej.Ps. Moje kotki :TOSIA. KLARA , MELA i ZUZIA też bardzo serdecznie Panią pozdrawiają ( nie konicznie chcą być złapane ponownie, ale dziękują za to ,że los ich jest teraz duzo lepszy ).

    • Ewa Lenc pisze:

      Pani Basiu, bardzo dziękuję za miłe słowa :-) Strasznie się cieszę, że Tosia, Klara, Mela i Zuzia mają się dobrze i niech tak zostanie! Ale to dzięki Pani opiece i trosce są zdrowe a przede wysterylizowane. Oby jak najwięcej takich świadomych opiekunów! Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>