Weseli opiekunowie

Pierwsza była, trzyletnia na oko, Karina. Przyszła z rodziną do Koterii i nadzwyczaj delikatnie głaskała Malwinkę. Tłumaczyła coś o swoim kocie nadrabiając gestami braki w słownictwie, a Malwina leżała brzuchem do góry cała zadowolona.

Drugi był pan Zdzisław, wypożyczał klatkę łapkę, opowiadał zupełnie takimi samymi gestami jak Karinka, ale znał o wiele więcej słów, a śmiał się cały czas. Mówił „moje koty” o swoim miejskim stadku, o Smerfusiu, o Smerfetce, o Wojtku…

Trzecia była pani Iwona z Wesołej. Jeszcze nigdy nie widziała klatki-łapki i nie mogła sobie wyobrazić jak działa. Była zachwycona przekonawszy się, my też, bo kot wlazł od razu. Druga złapała się niewielka kotka, ale Ewa kręciła nosem. Zastanawiała się, czy kotka nie karmi.

Czwarty i piąta to para z Tarchomina. Przyjechali na wieść, że ktoś łapie w Wesołej „ich koty”. Tak, przejechali pół Warszawy, żeby sprawdzić co się dzieje. Czwarty rozwozi towary po całej Warszawie i okolicach, tu i ówdzie ma swoje stada. Młody chłopak, daleki od stereotypu kociarza tak bardzo, jak tylko się da. Robi kotom budki, karmi, sterylizuje, a jeśli trzeba Piąta – jego dziewczyna, opiekuje się kociętami. Dotychczas nie słyszeli o Koterii, sterylizowali sami, za własne!

Podejrzana o karmienie koteczka faktycznie była matką. Czwarty pokazał nam dwójkę maluchów. Kotka została wypuszczona, oby do czasu następnej łapanki zapomniała o klatce-pułapce.

Na koniec były dla nas konwalie z łodygami okrytymi mokrą ligniną zawiniętą w folię. Opiekunowie troszczą się o wszystko.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kocia Warszawa, Koty miejskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>