Wakacje

Foto. Kinga Izdebska

Gdyby ktoś uparcie budził mnie w sobotnie poranki lub udaremniał podróżowanie, mógłby znaleźć się na czarnej liście. Pewnie myślicie, że napiszę „ale nie kot”. Błąd. Jakże cudowne mam koty, że nie budzą. Tu akurat tajemnica może tkwić w wyjątkowo mocnym śnie. I jak wyjątkowo miła jest moja mama, że opiekuje się, coraz liczniejszą przecież, kociarnią. Jestem urlopowym dzieckiem szczęścia i nie ukrywam tego. Wystarczy, że kupię zapas karmy i żwirku… czyżby? Niestety, mama lubi się zajmować kotami, najlepiej jak umie, co oznacza przede wszystkim pojenie mlekiem. Za każdym razem kiedy tłumaczę, że koty  nie trawią laktozy tak gładko jak ludzie, widzę wielkie oczy pełne niedowierzania, i nie są to oczy kocie, ale mamine, i „przecież one to lubią”. Robię więc margines błędu na możliwą chorobę zwierząt i na tym marginesie, tfu, na lustrze zapisuję mamie telefon do koleżanki, która zgodziła się służyć pomocą w sytuacjach awaryjnych.

Gosia oferuje dwutygodniowy hotelik w swoim domu. Interesująca oferta, ale dorzucanie jej dodatkowych kotów i zarazem przeznaczanie biedactw na zsyłkę jest gorszym wyjściem. Poza tym mama marniałaby z tęsknoty pozbawiona towarzystwa wszystkich członków rodziny naraz. Nie ma co ukrywać: jest jak jest.

Kamil i jego dwa koty mogą liczyć na dochodzącą opiekę siostry, która jednak nie zapewni zwierzętom rozrywki i towarzystwa takiego jak właściciel. Ten sam problem ma Magda – jej rude mogą liczyć na pełną miskę, ale nie na pełnię poczucia bezpieczeństwa, kiedy Magdy mama będzie przychodzić, a raczej wpadać na chwilę.

Rozmawiałam o problemie nieobecności i rozłąki z fachowcami, czyli z petsitterką (o tak, jest taki zawód!) i ze zwierzęcą behawiorystką. Rady dla nas jak najbardziej konkretne i przydatne są takie, aby zwierzęcia nie rozpieścić na wstępie przyjaźni z nim: pokazać, że się wychodzi, ale wraca. Drugą radą jest pozostawienie zwierzątku swojego noszonego podkoszulka. To prawda, że po powrocie zastaniemy ośliniony łach pokryty sierścią, dlatego dla komfortu obu stron warto zadbać, by nie był to ciuch od Gucciego. Oczywiście można oddać kotu kreację prosto z Paryża lub postawić na sposób chyba nieco mniej kosztowny – opiekę osoby wykwalifikowanej, czyli właśnie petsittera. Oczywiście jeśli ów opiekun zaskarbi sobie nasze i zwierzęcia zaufanie.

Czujemy się przygotowani i rozgrzeszeni. Czy aby na pewno? Telefon do domu i pierwsze pytanie: „jak moje bestie?”.Nie mamy pewności, że podczas zastępczej opieki, nawet najtroskliwszej, nic się kotom nie stanie. Podobnie jednak nie mamy pewności, że kiedy będziemy w pracy, kot nie dopadnie do śmietnika, nie połknie wstążki, nie skoczy niefortunnie etc. Co więc proponuję? Nic wielkiego: nie zamartwiać się i zawczasu pomyśleć. O telefonie alarmowym, najlepiej do kogoś niezawodnego.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>