To niesprawiedliwe!

Mój kot i mój kot

Mój kotek i mój Ketok

Pamiętam z podstawówki wielką kłótnię. Ktoś rzucił hasło „moja mama jest najładniejsza”. Wszyscy przekrzykiwali się nie mogąc za nic w świecie pojąć jakim cudem czyjaś mama ma być najładniejsza skoro tylko ta własna jest. Mój kot też jest najładniejszy, znam go dobrze, on zna mnie, nie podjadamy sobie chrupków i kanapek. Tak, mój kot i moja mama są najlepsi na świecie. To oczywiste.

Nie jest trudno kochać swojego kota, dbać o regularne szczepienia, wyłuskać złocisze na lepszą karmę i zabaweczkę z kocimiętką. Nie ma miejsca na szczególne poświęcenia. Wszystko w rodzinie. Dbając o swego sierściucha dbamy o siebie. Z czasem poznaje się poczwary mieszkające u znajomych. Nadziwić się nie można różnorodności kocich charakterów. Dbałość o zaprzyjaźnione koty też jest naturalna i nietrudna.

Buras z piwnicy nie ma tak dobrze. Jest jednym z wielu. Z tak wielu, że łatwiej zrezygnować niż próbować coś dla niego zrobić. Na burasa z piwnicy macham łapą, tfu ręką.
Jest taki obcy, płochliwy, futro ma prawdopodobnie szorstkie, patrzy jakoś tak wilkiem i w ogóle nie przypomina tego co zakodowało się pod terminem „kot”. To kot miejski. Jest taki jakim stworzył go człowiek. Nie jest łatwo polubić go, pokochać, wyłuskać pieniądze na jedzenie. Nie bierze się go na kolana, ale łapie do klatki. Nie zamruczy w nagrodę, za to będzie prychał. Dbanie o koty uliczne to umiejętność wyjścia poza interesy swojego plemienia. Otwartość, zaufanie, odpowiedzialność i naprawianie szkód, których się nie wyrządziło mało mają wspólnego z uwielbieniem do własnego Mruczka. Jest to zwyczajna niesprawiedliwość, jak spłacanie długów za brata albo tłumaczenie się za koleżankę z pracy. Niełatwo mi się przełamać i pomagać tym, którym nie zaszkodziłam. A wam?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „To niesprawiedliwe!

  1. Mieszko Eichelberger pisze:

    A dla mnie nie ma znaczenia czy to jest mój kot z domu, czy kot wolno biegający po naszym osiedlu (mamy taką biało-czarną kotkę!), i nie ma dla mnie znaczenia czy znam kota, czy nie znam, jeśli mam możliwość pomagam, i zawsze wystawię miskę z wodą i czymś do wszamania. Zawsze stanę w obronie kota który idzie ulicą, trawą i jakieś dziecko/dorosły chce kotu zrobić krzywdę, to reaguje. Ja nie zaszkodziłem, ale szkodzi wielu z mojego gatunku, czuje się odpowiedzialny w pełni odpowiedzialny za złe zachowania innych przedstawicieli swojego gatunku. Nie mogę przejść obok, widząc że to taka sama istota jak ja wyrządza krzywdę małemu bezbronnemu zwierzakowi.

  2. Luiza pisze:

    Kurczę ja szybko obdarzam uczuciem, czy to mój własny sierść czy cudzy czy ten tzw. „wolno żyjący”, co więcej do tego stopnia zaangażowałam się w pomoc tym „swoim wolniakom”, że planuję je zabrać do siebie, żeby już takie wolne nie były. Są koty różne, moje to tzw. „szatany”, dzikie, które sprawiają w lecznicach podczas pobytu przy kastracji problemy typu „nawet nie można im posprzątać” ale są przekochane, przy mnie mruczą jak wiertarki, jedzą z ręki, dają się pomiziać ale tylko wtedy kiedy one tego chcą. Moje mruczki (na razie jeszcze wolne) są wykastrowane (1 z całej gromady znalazł dom u mojej przyjaciółki), leczone w miarę potrzeby, odrobaczane okresowo, teraz smarowane preparatami p-ko kleszczom no i karmione (karmą różną zależnie od zasobności portfela – ale są to często karmy wyższo półkowe jak Acana, Orijen, Sanabelle, z mokrym gorzej ale czasami w nagrodę dostają mięsko, normalne czyste mięsko bez dodatków i zapychaczy. Ale to nie wszystko, przecież koty uwielbiają smakołyki – więc moje też smakołyki dostają (jakieś kocie kabanoski, krokieciki i inne tego typu kocie „przekąski”), owszem czasem prychnie, drapnie. Ale to są moje kociaki. Które już niedługo będą takie moje, moje w sensie będę je miała na oku, nie będę musiała ich ganiać z klatką, żeby złapać do weta, mam nadzieję, że się kiedyś oswoją bo aplikacje im różnych leków to misja specjalna. Ale warto. Czasami jest ciężko, bo na coś nie starcza, czasami jest ciężko bo jak ktoś przuważy to dorzuca kolejne koty. Reasumując swój czy cudzas wszystkie boskie i zasługują na cudowne życie :)

  3. Mariusz pisze:

    Nie mam problemu z pomaganiem kotom, które staną na mojej drodze bez wzgledu na skąd są i jaki jest ich stosunek do człowieka. Sam posiadam na tarasie dwa takie ‚nie do głaskania’. Pozdrawiam.

  4. amarylis pisze:

    Chciałam zaprezentować punkt widzenia biegunowo odmienny od autorki wątku.

    Sama mam w domu 5 sztuk – wszystkie uratowane z jakiejś opresji. Kocham je bardzo i staram się racjonalnie zaspakajać ich potrzeby (zarówno elementarne jak i psychiczne). Ale ich nie rozpuszczam. One wygrały los na loterii – mają dom, pełną miskę i jeszcze na dodatek kochającego człowieka na każde życzenie.

    To zaś co mnie naprawdę przejmuje i wzrusza, to właśnie los kotów bezdomnych – zwłaszcza TYCH KTÓRE MIAŁY KIEDYŚ DOM, KTÓRY POTEM STRACIŁY.
    ONE NAJBARDZIEJ DŹWIGAJĄ GARB BEZDOMNOŚCI I ODRZUCENIA. TO POŻAŁOWANIA GODNE ISTOTY.
    TO WŁAŚNIE JE KOCHAM NAJBARDZIEJ !!!

    Siedząc w zimowy mroźny wieczór w ciepłym mieszkaniu z moimi kotami leniwie wyciągającymi się w słodkich pozach na kolanach czy kaloryferze CAŁY CZAS W TYLE GŁOWY MAM TE, KTÓRE W TYM SAMYM CZASIE GŁODNE I SKOSTNIAŁE Z ZIMNA WCISKAJĄ SIĘ W JAKĄŚ DZIURĘ, BY JAKOŚ PRZETRWAĆ DO NASTĘPNEGO DNIA …. Ja po prostu nie potrafię o nich zapomnieć.
    Przyznaję, to kalectwo, skaza – która nie pozwala mi nigdy być w pełni szczęśliwą !

    Wśród moich znajomych (i nie tylko), nawet tych wrażliwszych i posiadających zwierzęta od lat obserwuję postawę, której długo nie rozumiałam i z którą do dziś nie mogę się pogodzić : dbają oni (czasem nawet przesadnie) o SWOJE zwierzęta, a jednocześnie z zupełną obojętnością odnoszą się do łaszącego się BEZDOMNEGO psa lub bardzo chorego PODWÓRKOWEGO kota.
    Z czasem doszłam do wniosku, że samo posiadanie zwierzaka nie świadczy wcale o tzw. „miłości do zwierząt”.
    Ludzie posiadają zwierzęta (a często nawet dzieci) z różnych, ale najczęściej EGOISTYCZNYCH powodów : użytkowych, prestiżowych (rasowe) lub emocjonalnych (zapełnienie pustki); Tak czy siak posiadają je DLA SIEBIE, a NIE DLA NICH SAMYCH.
    Stąd dbanie o SWOJEGO czworonoga, jest ciągle dbaniem o SIEBIE !
    Zwierzę może więc liczyć na dom, a często i frykasy tak długo, jak długo zaspakaja jakieś (często zakamuflowane, a nawet nieuświadomione) POTRZEBY WŁAŚCICIELA.
    CEZURĄ STAJE SIĘ DOPIERO MOMENT, KIEDY POTRZEBY WŁAŚCICIELA I ZWIERZĘCIA ZACZYNAJĄ SIĘ Z JAKIEGOŚ POWODU ROZMIJAĆ.

    W moim domu jesteśmy ze sobą na dobre i na złe, ale przecież ludzie oddają do zakładów (schronisk) swoich starych rodziców lub dzieci z zespołem Downa.
    W takiej sytuacji wyrzucenie z domu kociego podrostka, który przestał już być słodką kulką do zabawy, a zaczął się wydzierać i obsikiwać meble wydaje się wielu wręcz racjonalnym zachowaniem.

    Dlatego z niepokojem przyglądam się zawsze tym, którzy adoptując zwierzaka wybierają tego najładniejszego, choćby zapewnili mu [póki spełnia ich potrzeby] najlepsze warunki.

    Tylko ci którzy w schronie szukają zwierzęcia najbiedniejszego, najgorzej się tam czującego i nie mającego innych szans na adopcję – dają prawdziwą gwarancję, że robią to w sposób dojrzały – nie dla siebie, ale dla samego zwierzaka i że będzie to adopcja na dobre i na złe.
    TAKICH ADOPCJI KOTERII ŻYCZĘ JAK NAJWIĘCEJ !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>