Rudy

Na blog Koterii przybłąkał się pies – Rudy. Okazało się, że nie jest bezdomny, urwał się ze smyczy wyobraźni, swojej twórczyni, Asi, która miękkich kołder i pasowania jak ulał życzy wszystkim zwierzakom: miauczącym, szczekającym i milczącym.

Foto. Asia Kuzincow

– Jest w porządku – pomyślał Rudy i zadarł wielki zimny nos, który za nic nie pasował do reszty jego postaci. – Jakaś taka trochę… duża i… dziwnie pachnie, i… w ogólnie nie ma ogona. Nic a nic. Hmmm, pomyślę o tym jutro – zdecydował, ziewając. Tak skończył się dzień, w którym Rudy poznał swoją panią.

Kolejny ranek powitał Rudego słoneczną pogodą. On natomiast, trzeba przyznać, powitał ów ranek dość niechętnie. Najbardziej na świecie lubił przecież spać, zaraz potem gonić lustrzane zajączki, a na końcu podgryzać swojego młodszego o pięć minut brata Pimpka. Wstawania na liście rzeczy ukochanych stanowczo nie było.

Przypomniał sobie o Pimpku i na moment zrobiło mu się bardzo, bardzo smutno. Szybko jednak odegnał czarne jak wielkie kosmate uszy braciszka myśli. – Pimpek nie jest gapa, a jeśli jego nowy dom przynajmniej w połowie przypomina mó… – przerwał nagle sam sobie, jego myśl zaprzątnęło bowiem… coś.

Coś leżało na dywanie i nie robiło sobie z Rudego absolutnie nic. Ostrożnie dotknął cosiu lewą łapą. Wszystkie psy wiedzą, że lewą wcale się nie liczy. Wszystko na wypadek, gdyby coś miało nagle podskoczyć i narobić hałasu, nie żeby miał się bać. Szczególnie różowego pluszowego słonia, bo właśnie tym okazało się coś. Mimo wszystko odetchnął z ulgą.

Ponieważ nie bardzo widział, co dalej, postanowił skupić się na rzeczach praktycznych. Poranna toaleta to sprawa, której żaden szanujący się pies, szczególnie w jego sytuacji, zaniechać nie powinien. Ba, absolutnie nie może – nawet gdyby miało się to skończyć posądzeniami o pewną… kotowatość.

Kolejnym istotnym tematem na dziś okazało się śniadanie. Istotnym i niecierpiącym zwłoki, burczenie w brzuchu Rudego stawało się bowiem tak donośne, że powoli zaczęło zagłuszać jego myśli. A nie słyszeć własnych myśli to nie do zniesienia, szczególnie dla kogoś takiego jak Rudy, kto ma samemu sobie do powiedzenia sporo mądrych rzeczy.

Polowanie na śniadanie okazało się niezbyt trudne. Rudy postawił na stary sprawdzony sposób i poszukiwania jedzenia rozpoczął od miejsca, gdzie widział je po raz ostatni. Nie zawiódł się. Na jego własnej, dorosłej misce z całkiem dorosłym napisem „Rudy” leżał pyszny, naprawdę dorosły serdelek. Mniam…

W okrągłym brzuszku, który – gdyby pewna nie wrażliwość Rudego na tym punkcie ­– śmiało można by nazwać teraz grubiutkim, poczuł przyjemne ciepełko. Ciepełko rozchodziło się po jego ciele, a gdy dotarło do uszu i samego czubeczka ogona, Rudy poczuł, że koniecznie, ale to koniecznie musi się zdrzemnąć.

A gdyby tak… powoli poczłapał w kierunku pokoiku pani. Usiadł w wejściu i z miną znawcy tematu badawczo przechylił łepek. – Śpi, droga wolna – z niewinną minką, gotów w każdej chwili obrócić całą sprawę w żart, najdelikatniej, jak umiał, wskoczył na kołdrę. – Puchowa – stwierdził z satysfakcją, a przecież w kwestii kołder był prawdziwym znawcą.

– Najważniejsze to zachować fason. Tylko nie warczeć, tylko nie warczeć – napominał sam siebie. Nieraz przecież zdarzało mu się słyszeć, że gada przez sen. Resztką sił przytrzymując powieki, delikatnie ułożył się na koniuszku poduszki pani i przytulił do jej ramienia. – Zaraz, jak ona miała na imię? Róża… Rudy i Róża. Pasujemy do siebie. Jak ulał.

Asia Kuzincow

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>