Relacja Wiktora z drugiej łapanki w Tworkach

Będę pomagał Ewie w drugiej łapance w Tworkach (Pruszków).

Zabieramy z Koterii cztery kotki z poprzedniej łapanki – już wysterylizowane i po rekonwalescencji. Pakujemy samochód Ewy na akcję: do bagażnika trzy klatki-łapki (z uwagi na ograniczoną liczbę wolnych miejsc w Koterii możemy dziś złapać tylko 3 koty), prześcieradła do zakrywania klatek (koty się wtedy mniej stresują), podbierak krótki i długi, na tylne siedzenie 3 transporterki z kotkami do wypuszczenia. Czwarty transporterek z kotką najbardziej dziką biorę na kolana i przytrzymuję kratkę – transporterki nie są niestety stuprocentowo pewne, najsilniejsze koty potrafią się z nich uwolnić. Ewa miała już w samochodzie, po takiej ucieczce, dziką kotkę luzem…

Na miejscu spotykamy się z resztą ekipy: z panią karmicielką Małgosią oraz z panią Anią – psycholog, pracującą w szpitalu, na terenie którego łapiemy koty.

Pierwsza akcja jest bardzo szybka i nadaje innego znaczenia nazwie „klatka-łapka”. Ewa po prostu łapie łapką kota za kark i wsadza do klatki-łapki. Precyzyjna ręczna robota. :)

Reszta kotów do złapania jest zdecydowanie mniej ufna. Zatem łapanie będzie właśnie klasyczne, czyli ustawienie klatki-łapki i obserwowanie z daleka. No i najbardziej klasyczny etap – czekanie, czekanie, czekanie…

Złapał się kocur, ale nie wybrzydzamy, bo kotki nie były niestety przed akcją przegłodzone, więc nie są zainteresowane naszą przynętą. Pani karmicielka decyduje się złapać jeszcze jedną kotkę sama – krótkim podbierakiem. Tylko ona to może zrobić, gdyż kotka ją zna – nam nie pozwoliłaby podejść do siebie.

Czekamy. Jest sygnał. Pędzimy z Ewą – z transporterkiem i prześcieradłem. Jest kotka w podbieraku! Pani Małgosia dała radę – złapała kotkę i wytrzymała stojąc na krawędziach podbieraka do naszego przybycia (jest to niebezpieczny etap, koty potrafią przez taką siatkę nie tylko podrapać, ale i mocno ugryźć).

Kotka jest bardzo dzika, więc na wszelki wypadek zamykamy ją nie wyciągając siatki podbieraka z transporterka.

Plan zrealizowany, trzeba jeszcze wypuścić kotki, które przywieźliśmy z Koterii. Dopiero teraz, gdyż wypuszczone wcześniej mogłyby przeszkadzać w łapance (odwracać uwagę innych kotów, ale też – tak się czasem zdarza nawet zaraz po wypuszczeniu :) – włazić ponownie do klatek). Bystrych obserwatorów zachęcam do wypatrzenia na poniższym zdjęciu wypuszczanych kotek. Te dwie rozmazane plamy, to właśnie one. ;)

No a potem już standard: pakowanie do samochodu złapanych kotów, sprzętu, jazda do Koterii, szykowanie klatek (kuweta, miseczki na wodę i pokarm), ostrożne przekładanie kotów (może się zdarzyć, że uciekną i trzeba by wtedy urządzać kolejną łapankę, już wewnątrzkoteryjną…), wpisywanie do ewidencji, odkażenie sprzętu.

Cóż, dla mnie to przygoda, ale dla Ewy to codzienność. Bywa, że ma – a przecież normalnie też pracuje! – nawet dwie takie łapanki dziennie. Ba! Łapie także w weekendy. Rzadko kiedy wychodzi z Koterii przed 22:00.

Kochani! Poszukujemy wolontariuszy – samodzielnych łapaczy (konieczny jest do tego samochód), ale także osób, które w łapankach mogłyby czasem pomóc – w samym łapaniu albo transportowo. Jak nam Ewa padnie, to będziemy musieli uprzejmie prosić koty, by łapały się grzecznie same. Uprzednio się, oczywiście, do Koterii telefonicznie zgłosiwszy…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Koty miejskie, Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>