Pikuś

Starsza pani miała w mieszkaniu na Grochowie 15 kotów, wszystkie długowłose, srebrne i rude. Mnożyły się między sobą. Ona nad tym, oczywiście, nie panowała. Zgłosił się do Koterii jej syn z prośbą o pomoc w wykastrowaniu, a przede wszystkim w wyadoptowaniu kotów. Wszystkim udało się znaleźć domy. Prawie wszystkim. Zostały dwa indywidua: zupełnie zdziwaczała seniorka rodu, w której zakochała się Kasia, więc kotka mieszka w Kocim Świecie oraz jej najmłodsza latorośl – srebrny kocurek z porażeniem neurologicznym. Pikuś trafił do nas jeszcze przed kastracją.

Lekarze mówili: albo nie dożyje roku albo będzie żył długo – Pikuś wybrał to drugie. Pomyka więc od trzech lat po domu, trochę koślawo, ale jak chce kogoś pogonić to żadne kalectwo mu w tym nie przeszkadza. Bo charakter ma  – nie ma co ukrywać – wredny: taki mały gnom, który tylko patrzy by komuś dokuczyć… W dodatku w ogóle nie dba o swoje futro co powoduje, że trzeba go co jakiś czas strzyc do skóry, bo robią mu się kołtuny. O czesaniu proszę zapomnieć – on i szczotka to najwięksi antagoniści.

Za to jak siedzę przy komputerze układa się na kolanach i zadowolony zasypia. Zapomniałam dodać, że jego niesprawność znika jak ręką odjął gdy w zasięgu wzroku pojawia się jedzenie. Wtedy nie ma szybszego kota. Pikuś jest pierwszy, a jak nie jest pierwszy to nie szkodzi i tak zdąży wyrwać temu, któremu się zdawało, że ma już coś w pyszczku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne, Opieka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>