Pierwszy stopien zakocenia: czy Szara nienazwana Szarą inaczej by mruczała?

Nadejszła wiekopomna chwila, Ewa postawiła kotonosz w przedpokoju i otworzyłaKotka Szara i tygrys Eryk ćwiczą zapasy drzwiczki. Spodziewam się zobaczyć jedynie wielkie oczy kota na wdechu, takiego, który już nie wie, co się dzieje i jeszcze nie wie, jak zareagować. Kocica ani myślała się przejmować moimi oczekiwaniami, wyszła i od razu okazała naturę daleką od introwertyzmu. Podbiła rękę, wydała parę, jak się okazało, charakterystycznych dla siebie dźwięków pomiędzy pomrukiem a miauknięciem i ruszyła spenetrować dalsze okolice. Przyznać muszę, psując nieco wizerunek dziarskiej kici, że ruszyła na ugiętych łapach, czujnie obracając łebkiem. Była jednak i jest nadal, kiedy piszę te słowa, przede wszystkim pobudzona i ciekawa. Jej żywość nie ma w sobie jednak strachu i nerwowości.

Myślę, że chęć Szarej do eksplorowania nowych miejsc wynika z tego, że w Koterii przebywała, z konieczności, w klatce. Wolność – wiecie, co znaczy mieć złamaną nogę i przejść się po zdjęciu gipsu? Oczywiście chodzi się na odpowiedniku kocich ugiętych nóg, ale jest to doświadczenie wyjątkowe.

Mama zapytała zaraz, kota oczywiście, bo przecież on wie chyba lepiej:
- Jak masz na imię?
Szara wydała dźwięk, który od razu, bo jestem biegła w miauczanym, przetłumaczyłam jako
„Szara”.
Mama „nie dosłyszała”.
- Szarotka! Jak ślicznie, miękko, kolorystycznie.
Zastanowiłam się głośno, czy wypada nazywać kota, który w zamyśle jest czyjś, nie mój.
I odpowiedziałam sobie, że przecież trzeba go jakoś przechować w myślach, opisać na blogu, zapamiętać z bardziej charakterystyczną etykietką niż kot001 (idę, jak widać, w setki). Mama i Szara już nie słuchały, bo gadały po swojemu zajęte ważną dyskusją na temat nakierowania snopu światła z lampki biurkowej na kota czy może jednak na książkę. Pozwolę sobie przytoczyć fragment ich rozmowy dla samej radości badania nowych obszarów językowych.
- Miiau!?
- Czemu smutnoście? Nie bądź smutnoście.
- Mrrauumiau. Mrru.

Ich rozmowa nie ma końca. Moja radość też. Kotka chciała naraz tulić się, bawić, mruczeć i zwiedzać. Ciekawe, czy po uspokojeniu też będzie miała taką rozpędzoną naturę. Pewnie kiedy zobaczy, że nie musi najeść się domem na zapas, zwolni i po kociemu odeśpi złe doświadczenia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Pierwszy stopien zakocenia: czy Szara nienazwana Szarą inaczej by mruczała?

  1. Kinga Izdebska Kinga Izdebska pisze:

    Kocista, a zwłaszcza kocistka brzmią lepiej, słowo jest gładsze. Padło też słowo ailurofil http://blog.koteria.org.pl/kocie-ciekawostki-czesc-i/
    kojarzy mi się z angielskim „lure” (nie mylić z lurą ;) – powab. Powabu kotom przecież nie brakuje :)
    „-arz” zazwyczaj oznacza zawód (tokarz, stolarz), a niestety „-ara” od razu kojarzy się niezgrabnie (maszkara, landara) z nutką złośliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>