Piątka z plusem, czyli długi wieczór

Koteria nocą od frontu – błękitne światło to włączana na noc w sali zabiegowej odkażająca lampa UV.
Oczywiście szyba jest specjalnie pomalowana, więc nikomu na zewnątrz nic nie grozi.

Przedwczoraj Ewa przywiozła do Koterii 5 kotów z Mokotowa, a wczoraj – też z Mokotowa, tylko z innej lokalizacji – co prawda 3, ale trafiły do Ośrodka koty 4, a to jeszcze nie były wszystkie złapane przez Ewę tego dnia koty.
Ale może po kolei… ;-)

 

Na Mokotowie 3 koty dały się złapać dość łatwo, jeden po drugim, w tym samym miejscu. Ekipa (Ewa, wolontariusz Wu i pani karmicielka) czaiła się jeszcze na czwartego kota, ale nawet nie mamy pewności, czy kot ten się pokazał – zrobiło się już ciemno, a trzeba się było trzymać z daleka, bo koty płochliwe. Wokół klatki wędrował jeżyk, ale jakoś, na szczęście, nie skusił się na naszą przynętę.
Ale nie dane było Ewie pojechać wprost z łapania do Koterii. „Po drodze” (w cudzysłowie, gdyż nie jest to najkrótsza droga z Mokotowa do Koterii ;) ) wpadła jeszcze na Pragę Północ. Znajoma poprosiła Ewę o pomoc w złapaniu kota, który pojawił się nie wiadomo skąd na jej podwórku. Ewa przybyła, zobaczyła i kota w ręce pochwyciła. :-)
Przy okazji sprawdziła, że kot jest już wykastrowany. Znajoma będzie próbowała znaleźć właścicieli, ale pewne poszlaki wskazują, że może nikt go nie szukać. Na szczęście ma już dla niego dom. Kocurek przenocuje w łazience u pani Natalii.

Po łapaniu na Mokotowie i na Pradze zrobiło się już bardzo późno, czas było pędzić z kotami do Koterii. Przed wejściem jednak Ewa natknęła się na koty, które czasem pod Ośrodkiem dokarmia. Wałęsa się tam wiele kotów – najwięcej wychodzących, kilka podwórzowych, i te, i te ciachnięte już dawno w Koterii. Ale ostatnio pojawił się nowy kot. Zdążył się już z Ewą zaprzyjaźnić, więc i tego Ewa ŁAPS!… – złapała go w ręce i pędem do Koterii, do klatki. :-)

Później zwykła koteryjna krzątanina z przyjęciem kotów – do klatek i do ewidencji – i czas na powrót do domu, bo noc już była. Ale u kociarzy nie idzie to tak łatwo.
Wolontariusze zauważyli (usłyszeli) w pobliżu Koterii zamkniętego w lokalu na parterze kota. Trwał tam remont, wyglądało na to, że kot został zamknięty przez przypadek – bardzo płakał i próbował się wydostać.
Drzwi i okno były zamknięte. O wybijaniu szyby nie było mowy, bo nie było zagrożenia życia zwierzaka. Po konferencji z szefową, panią Anią Wypych, ustaliliśmy, że pracownicy Ośrodka przyjdą z samego rana z interwencją, by kota uwolnić.
Dopiero po tych ustaleniach wolontariusze zauważyli kartkę, wetkniętą w szczelinę przy drzwiach. Napisał ją właściciel kota, że wie o nim, że przyjdzie o 7:00 go uwolnić. Ewa trochę odetchnęła, ale pracownicy Ośrodka i tak sprawdzą, czy kotu nie stała się krzywda.
A potem Ewa pojechała do domu. Zatrzymując się przy kolejnych napotykanych kotach w okolicy Koterii, przyglądając się, czy je zna, czy mają ciachnięte uszy. Poważnie! :-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kocia Warszawa, Koty miejskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>