Pereł

Nie, to nie literówka. Wprawdzie w książeczce jest wpisane w rubryce imię: Perełka, ale  to kocur. U mnie nazywa się Pereł, a zdrobniale Perełek. I reaguje na imię. Perełek ma smutną historię i niestety nie jest w niej odosobniony. Wypadł z czwartego piętra przez okno. Lekarze nie dawali mu zbytniej szansy na przeżycie, ale właścicielka się uparła, by walczyć, i tak kot trafił do nas. Początki były ciężkie, bo Perełek niespecjalnie garnął się dożycia, ale doktor Izie udało się go przekonać. Po kilku tygodniach Perełek stanął na tylne łapki. Chybotliwie i niepewnie przemieszczał się po Koterii, krokiem zbliżonym do łyżwiarskiego. Ale łaził. Problem oczywiście pozostał w sferze wydalniczej – kota trzeba było wyciskać dwa razy dziennie. Wprawdzie na szczęście sam sikał, ale nie do końca.

I takiego kota odebrała właścicielka, zapewniając, że sobie z nim poradzi. I poradziła sobie przez dwa miesiące. A potem zadzwoniła i przyznała, że nie daje rady. Bo kot, zostawiony w małym mieszkaniu na cały dzień, sam zamieniał to mieszkanko w kuwetę. I tak Perełek wrócił do nas. Oczywiście można było odmówić – nie nasz problem, kot ma właściciela, my tylko leczyliśmy go przez chwilę… można było. I tak Perełek trafił do Domu Spokojnej Kotości, czyli DeSKi. Jego stan ogólny nie budzi zastrzeżeń. Nadal porusza się po pokojach koślawym krokiem, co jakiś czas rozjeżdżają mu się tylne łapki, ale radzi sobie nieźle. Jak chce wejść na kolana lub łóżko, to podchodzi i paca łapką. Lubi się na szczęście czesać, co przy jego futrze ma duże znaczenie. Jest bardzo komunikatywny i po pierwszych dwóch dniach, podczas których wyraźnie dał do zrozumienia, że to nie na ten turnus wypoczynkowy się zapisał i tutaj nie jest fajnie (z naciskiem syczenia na „nie”), dogadujemy się nieźle. Jednym słowem idealny kot. A teraz pytanie konkursowe dla spostrzegawczych: to czemu jest w DeSce, a nie idzie do adopcji? No czemu? Brawo, wygrał Pan telewizor! Tak właśnie – dlatego, że problemy z sikaniem i wydalaniem nie ustąpiły. I tak jak siusia w miarę  w sposób kontrolowany (walczymy, by było to jedno określone miejsce, przykryte podkładem higienicznym), to z resztą nie idzie nam tak dobrze.

Tak więc wyciskamy Perełka dwa razy dziennie (wtedy zawsze przypomina sobie pretensje, że „to nie ten turnus”) i kochamy całym sercem. Wiosną będzie miał do dyspozycji ogród (przynajmniej nie będziesz się bała, że wyjdzie po ogrodzeniu – pociesza mnie druga połowa) i mam nadzieję, że polubi zabawy w chowanego wśród krzaków z innymi kotami. Bo teraz, gdy przez okno patrzy na hasającego w śniegu kolegę, to widzę w jego żółtych ślepkach pełne dezaprobaty pytanie: Głupi jakiś?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne, Opieka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Pereł

  1. Katharina182 pisze:

    Niesamowity kociak, no i imię bardzo mi się podoba:P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>