O pożytkach z wiosennych porządków

Foto Monika Piłat

Odwracanie kota ogonem jest jednym z moich ulubionych zajęć. Może dlatego, że przedstawianie spraw w sposób pozornie fałszywy i wykrętny pomaga ujrzeć je w zupełnie innym świetle. Przenicuję więc kota raz jeszcze i spróbuję was przekonać, że towarzystwo człowieka bywa znacznie niebezpieczniejsze dla zdrowia zwierząt domowych niż odwrotnie.

Mieszkasz ze starszawym burasem, który ostatnio ma wilczy apetyt, za to schudł, zmatowiał i przestał o siebie dbać? Który biega po domu jak – za przeproszeniem – kot z pęcherzem, potrafi przyładować na odlew twojemu nieletniemu dziecku i budzi cię w środku nocy przeraźliwym miauczeniem? Zdarza się, że zwierzak zdradza objawy przyspieszonej pracy nerek i układu pokarmowego (pisząc po ludzku, siusia jak sikawka strażacka i ma nawracającą biegunkę)? Istnieje duże prawdopodobieństwo, że cierpi na nadczynność tarczycy, czyli skutki nadmiernego wydzielania tyroksyny i trijodotyroksyny. Przyczyną nadczynności jest z reguły łagodny rozrost tarczycy, znacznie rzadziej – złośliwe zmiany nowotworowe.

Żeby wykluczyć lub potwierdzić chorobę, weterynarz będzie musiał przeprowadzić dokładne badanie. W razie potrzeby poda leki hamujące produkcję hormonów tarczycowych, zleci zabieg usunięcia zmienionych płatów narządu albo zaordynuje nowoczesną terapię jodem radioaktywnym (niestety, niebezpieczną dla ludzi, więc można ja przeprowadzać tylko w specjalistycznych klinikach weterynaryjnych). Na pytanie, jak zapobiec nawrotom albo uchronić przed tą zmorą pozostałe koty w domu, odpowie zapewne, że się nie da. Obserwować i często przychodzić na kontrolę.

Otóż nieprawda. Z niedawnych badań, przeprowadzonych przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska, wynika dziwna zbieżność między wprowadzeniem na rynek chemicznych środków opóźniających moment zapłonu (PBDE) a nagłym wzrostem liczby zachorowań na nadczynność tarczycy u kotów. Czterdzieści lat temu pożary wybuchały częściej, za to nasi podopieczni znacznie rzadziej cierpieli na kocią basedówkę. Polibromowane etery difenylowe nie są też obojętne dla ludzi: coraz więcej wskazuje na to, że mogą zaburzać rozwój płodu i sprzyjać występowaniu wad wrodzonych. Zła wiadomość: występują praktycznie wszędzie. W materiałach budowlanych, meblach, dywanach i odzieży, w wyściółce tekstylnej samochodów i siedzeń w tramwajach. Co gorsza, unoszą się w powietrzu wraz z kurzem – z ubrań strzepniętych po wyjęciu z szafy lub pluszowego misia, który wczoraj się podarł w bójce twojej trzyletniej córeczki z młodszym braciszkiem.

Dobra wiadomość: można sobie poradzić z tym zagrożeniem. Gdyby PBDE były śmiertelnie niebezpieczne, już dawno wycofano by je z produkcji. Wystarczy regularnie odkurzać mieszkanie, najlepiej odkurzaczem wyposażonym w filtr HEPA (zaprojektowany w czasie II wojny światowej do usuwania z powietrza cząstek radioaktywnych – przemawia do wyobraźni!), nie instalować w domu klimatyzacji, nie pozwalać kotu rozdrapywać mebli wypchanych pianką poliuretanową i kupić pokrowce antyalergiczne na materace. Oczywiście także obserwować i często odwiedzać lekarza. Ryzyko istnieje zawsze: ludzki astmatyk może dostać ataku z zimna, ze śmiechu i po zjedzeniu aromatycznego posiłku, co nie znaczy, że nie wolno mu wychodzić na dwór, słuchać dowcipów ani eksperymentować w kuchni.

Kiedy następnym razem każą wam pozbyć się kotów, przytaknijcie bez wahania. Wiosna w pełni – najwyższy czas zetrzeć kurze, umyć podłogi i wyciągnąć koty spod łóżka. Dla dobra wszystkich domowników, bez względu na liczbę nóg.

Dorota Kozińska



Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>