Nosicielka

Wszystko zaczęło się od tego, że w pracy zamknęli bufet. Wokoło jakaś gastronomiczna pustka, niby to czy owo, ale nic. Na szczęście Piotrek wykukał kanapkownię ze względnie możliwą ceną. Wracałam więc z dwiema, pieczywo ciemne dużo ostrej papryki bez sera, ciągnąc woreczki, w które zapakowano dobra, po śniegu, bo woreczki są dozwolone od metrosiemdziesiąt w górę. Ciągnę ja, a przede mną kobieta ciągnie trzy transportery z mrauerstwem. Podeszłam i zaproponowałam pomoc. Ciągnąca mocno się zdziwiła i coś powiedziała, nie wiem co, bo z uszu sterczały mi kable, więc tylko się uśmiechnęłam i zabrałam kota z lewej ręki. Kobieta mówiła dalej, więc pozbyłam się słuchawek i dowiedziałam się o chorobach, leczeniu, operacjach i takich innych sprawach, które kociarze mówią kociarzom, a nawet całej niezainteresowanej reszcie. Postanowiłam w rozmowę wpleść:
-A może zajrzy pani na stronę koterii, my tam bardzo ciekawe…
-Zaglądam, cały czas zaglądam. – Powiedziała obładowana i zabrała tę chudą co je za troje i tego z rakiem i tę cichutką pasiastą.
Czy noszę toboły za każdym zakupowiczem, turystą i innym obładowańcem? Pewnie że nie, ich sprawa że nie wzięli czegoś na kółkach, ale kota przez rozkopane rondo ONZ przeniosę nawet za pazuchą.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>