Niedziela w ponurym miasteczku…

Kot miejski

Kot miejski

W niedzielę Ewa wróciła łapać w okolicach Placu Zawiszy. To, co wydawało się za pierwszym razem wesołym miasteczkiem, z łapanki na łapankę jawiło się coraz smutniej, a ostatnio już całkiem ponuro.
Pani karmicielka przeszła niedawno zawał. Nie ma już zupełnie sił, by chodzić z karmą do kotów. Inna pani robi to nieregularnie, rzadko. W dodatku niektórzy mieszkańcy mają dość obecności kotów, wspólnota rozważa likwidację kociego okienka – czyli dla kotów jedynej drogi dostania się do piwnic.


Owszem, w tamtych piwnicach robi się coraz bardziej brudno, ale nie widać też, by ktokolwiek tam sprzątał. W dodatku widać tam ślady licznych libacji, a także te najbardziej przykre ślady ludzkiej obecności – tam, w tych piwnicach, po prostu chyba ktoś mieszka…
A na ludzkie nieczystości zamykanie kociego okienka przecież nie pomoże! W dodatku, jeśli będą tam zanieczyszczenia po ludziach, a nie będzie kotów, to na szczury nie trzeba będzie długo czekać.
To powód naszego zasmucenia. I bodziec, by koniecznie jak najszybciej złapać i wykastrować wszystkie koty z tej lokalizacji. Może to – fakt, że nie będą się rozmnażać i znaczyć – powstrzyma jednak wspólnotę przed drastyczną decyzją…

Byli chętni do naszej przynęty, ale to nie nasza branża. ;)

Byli chętni do naszej przynęty, ale to nie nasza branża. ;)

A sama łapanka? Długo bez powodzenia. Jednego kota wolontariusze przydybali w piwnicy, ale uciekł, bo ktoś z zewnątrz wetknął coś w kocie okienko – chyba chciał kotom utrudnić wchodzenie, a ułatwił ucieczkę z podbieraka. :/
Później długie czajenie się na burasa. Odstraszali go liczni przechodnie. Ewa złapała za to kota biało-czarnego. Później czarno-białego, który, jak się okazało, miał przycięte uszko (uratowało go to przed niepotrzebną podróżą do Koterii, siedzeniem w klatce, a może nawet – gdyby blizna nie była widoczna – przed niepotrzebną operacją) i Ewa go wypuściła.
Na koniec Ewa zauważyła, że buras, który tak długo nie dawał się złapać, wskoczył przez okienko do piwnicy. Błyskawicznie zorganizowała akcję, zeszła sama do ciemnej piwnicy (gdzie pojawiał się i znikał, nie wiadomo gdzie, tajemniczy mieszkaniec piwnic) i nagoniła kota do okienka. Na zewnątrz czekał wolontariusz z podbierakiem, kota pochwycił i gdy Ewa wybiegła na powierzchnię, wspólnie zapakowali kota do transporterka.
Łapanie w miarę więc było udane, ale jednak wciąż pozostaje tam jeszcze kilka kotów do kastracji. Musimy zdążyć…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kocia Warszawa, Koty miejskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>