Mokotowska bułka z masłem

Pełen profesjonalizm!

Pełen profesjonalizm!

Całkowity sukces wczorajszej akcji na Mokotowie – Ewa zaplanowała złapanie 5 kotów i udało się. W dodatku wszystkie to kotki, w dodatku poszło wyjątkowo gładko. Jak po maśle. :)


Było to pierwsze łapanie w tym miejscu – wtedy zawsze jest łatwiej. Ale sukces oraz to, że łapanie przebiegło bardzo sprawnie, zawdzięczamy w dużej mierze pani Angelice, która poprosiła Ewę o pomoc w łapaniu. Pani Angelika nie mieszka tam nawet, pracuje w okolicy, ale przygotowała łapankę perfekcyjnie: miejsce było rozpoznane, koty z policzone i zidentyfikowane, przed łapanką były przez karmicieli przegłodzone (dodatkowo okazjonalni karmiciele zostali poproszeni ogłoszeniem o niedokarmianie w tym dniu). W łapaniu pomagało dwoje mieszkańców bloków, wokół których żyją koty – pomagali oni rozpoznać poszczególne koty, by odróżnić te, które były do złapania, od kotów wychodzących, od kotów, którymi opiekowali się inni ludzie, wreszcie od kotów już poddanych zabiegom kastracji.

Akcja była perfekcyjnie przygotowana, a reszta sukcesu to doświadczenie i umiejętności Ewy. Bo dwie pierwsze koteczki dały się złapać łatwo, trzecia dosyć łatwo, za to czwarta uciekła na naszych oczach z zamkniętej klatki (albo z klatką było coś nie tak, albo z naszymi oczami :) ). I już nie chciała ta koteczka włazić więcej do klatki. Poszliśmy po inną, na podwórko między blokami. Koteczka z podwórka była zaprzyjaźniona z panią Angeliką, ale do klatki pchały się wciąż dwa kociaki i pewien czarny kocur, którego nie chcieliśmy łapać. Trzeba było towarzystwo zainteresować czymś na boku i wtedy udało się czwartą kotkę pochwycić.

Z piątą koteczką – a na niej nam najbardziej zależało – poszło najtrudniej. Co prawda kotka miała dobrego nosa, bo pojawiła się od razu przy kotowozie Ewy, ale do klatki wejść nie chciała – rozpraszały ją przejeżdżające co chwila samochody (ruch pieszy wstrzymała pani Angelika z jednej strony, a Ewa z drugiej – nikt nie protestował, wszyscy chętnie przechodzili na drugą stronę ulicy).
W końcu koteczka przebiegła jezdnię i po niedługim czasie dała się Ewie złapać w miejscu, gdzie były złapane pierwsze kotki. :)

Łapanie zatem było udane i stosunkowo łatwe – i mamy nadzieję, że następne w tym miejscu (Ewa już jest umówiona) będą podobne. A jest do złapania jeszcze kilka kotów; są też maluchy, które będziemy łapać, gdy odpowiednio podrosną. Liczymy na kolejne bułki z masłem na Mokotowie. :-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kocia Warszawa, Koty miejskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>