Melonik

Melonika złapała Ewa na Mokotowie. Pewnego dnia przyłączył się do tamtejszego stada kotów wolno żyjących. Do koteryjnej klatki trafił jako brudna kupka skołtunionego futra zakończona łysym ogonem. Podczas zabiegu ogoliliśmy mu grzbiet, ale nie było to takie łatwe – kołtuny miał tak blisko ciała, że baliśmy się uszkodzić skórę. Po zabiegu kot wyglądał nie tyle ładnie co oryginalnie: wygolona sierść na grzbiecie, niezbyt równo, bo już się zaczynał budzić, i łysy ogon. Po prostu cudo!

Dodatkowymi zachętami do adopcji okazały się: dodatni test na FIV i mocznica gratis. I tak trafił do DeSKi. Dłuższą chwilę trwało zanim się zadomowił wśród innych kotów. Podejrzewam, że trochę się z niego podśmiewywały po kątach… Jeszcze dłużej trwało nim zniknęła różnica w długości sierści na grzbiecie. Ale ogon pozostał łysy. Łysy z białym pędzelkiem na końcu. Melonik czuje się dobrze, ma apetyt a jego stan zaprzecza wynikom badań.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne, Opieka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Melonik

  1. Ależ on teraz śliczny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>