Majka – historia z happy-endem

Majka w Koterii

Majka trafiła do Koterii jako niespełna roczna kotka. Była zupełnie dzika. W trakcie pobytu w Koterii okazało się, że ma problemy ze zdrowiem – wypadający odbyt okazał się konsekwencją wcześniejszej ciąży. To niezwykle bolesna i trudna do wyleczenia przypadłość, bardzo niebezpieczna zwłaszcza dla wolno żyjącej kotki. Na kilka miesięcy Koteria stała się więc domem dla Majeczki, czekała ją bowiem operacja i długa rekonwalescencja. W tym czasie, ku naszemu zdumieniu, z kotki nieoswojonej Majka przeobraziła się w kotkę  płochliwą. Dawała się głaskać, mimo że w ogromnych brązowych oczach wciąż malowało się przerażenie i pytanie: co ze mną będzie?

Majka

W końcu pojawiła się dla niej szansa. Trafiła do swojego domu. Zamieszkała z ludźmi i innymi kotami. Niestety, szczęście nie trwało długo – po miesiącu kotka wróciła z adopcji.

Nie zaaklimatyzowała się w nowym miejscu. Majka była kotką bardzo delikatną i wymagającą dużej dawki cierpliwości i spokoju, której mimo najszczerszych chęci zabrakło. I choć Koteria jest ostatnim miejscem, w którym powinien mieszkać kot, zdawała się nawet zadowolona z powrotu.

Majka

Poszukiwania domu trwały, ale nie było to zadanie proste. Kotka z problemami zdrowotnymi, dość pospolicie umaszczona… Miała jednak wspaniałego sprzymierzeńca – Ewę, która postanowiła, że nie spocznie, nim nie znajdzie jej domu. I w końcu się to udało!

Zobaczcie, jak ufnie pokazuje brzuszek nowym dużym, jak bardzo jest zrelaksowana obok swojego nowego przyjaciela Behemota. Dla kociarza nie ma większego szczęścia niż znalezienie kotu tak wspaniałego domu.

Majka i Behemot

Dziękujemy wam z całego serca za opiekę nad Majką!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Adopcje, Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Majka – historia z happy-endem

  1. Grażyna pisze:

    Kilka lat temu podobna z wyglądu kotka trafiła do mnie. Miała 5 lat. Był to dla niej 5-ty dom – oddano ją, gdyż pani zaszła w ciążę i bała się toksoplazmozy. Z poprzednich czterech oddano ją, gdyż zachowywała się bardzo agresywnie – drapała i gryzła. Powiedziano mi, że jeżeli u mnie jej nie wyjdzie trafi do schroniska. A do schroniska absolutnie się nie nadawała – była bardzo delikatna, posiadała nieprzeciętną inteligencję i zachowywała się jak arystokratka. Sąsiedzi nazywali ją „hrabianką”. Starałam się okazać jej maksimum serca i cierpliwości nie zważając na podrapane i pogryzione bez przyczyny ręce i nogi. Godzinami przesiadywała w łazience na pralce i zawodziła z tęsknoty. I gdy po trzech miesiącach zdawało się, że kryzys minął, zaczęła nabierać humoru, bawić się, zachorowała i zmarła. A ja ciągle nie mogę zapomnieć jej płaczu za domem….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>