Koty spod róży. Korfu.

Greckie koty mają imiona, ale nie mają ściętych uszu. Każda spotkana kotka jest ciężarna lub karmiąca. Wszystkie koty są nieduże, szczupłe, mniej rozlazłe i bardziej muskularne od „naszych”, niektóre mają wydłużone pyszczki.

Czworonogów jest bardzo dużo, wiele ma widoczne choroby skóry, koci katar, rany i blizny spowodowane walkami. Płochliwe, te miejskie mniej, tu i ówdzie widać ślady dbałości o koty – miskę z wodą, czy karmą. Widać też uśmiechy na ustach miejscowych osób, gdy koty głaszczemy i częstujemy przysmakami. Zgadza się – miejscowi lubią koty, umieszczają ich zdjęcia na pocztówkach, nadają imiona. W miejscu naszego zamieszkania Liza i Angelo bawią się zabawką zamocowaną na sznurku i są regularnie karmione, ale gdy Liza podrośnie Angelo sprawi jej czeredkę kociąt, jedną, drugą, trzecią…
Sytuacja dla koterysty schizofreniczna. Koty są lubiane, ze złamaną łapą jedzie się do weterynarza (tak było z Angelo). O kastracji jednak nie ma mowy.
Dowiedziałam się, że na Korfu istnieje fundacja arka (The Ark), której celem jest pomoc bezdomnym zwierzętom. Ślad fundacji odnalazłam na lotnisku – skarbonkę umieszczoną pod wzruszającymi zdjęciami pamiątkowymi lotniskowego psa – Markosa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>