Kotobranie na Ostoi, cz. 2

Rozpoczęło się KOTOBRANIE…. I to tak na serio…

Jako pierwsza gwiazdą wydania postanowiła zostać filigranowej urody, aksamitno czarna koteczka (początkowo uznana za młodego kocurka). Bez zbędnych ceregieli wpakowała się nam do klatki. Z racji bardzo spokojnego i słodkiego usposobienia dostała od nas robocze imię NIUNIA.

Niunia węszy

Niunia już w klatce

Gdy Niunia spokojnie czekała na swych pobratymców, na plan pierwszy postanowiła wysunąć się ciężarna kotka. To właśnie m.in. od tej kotki zaczęła się cała akcja KOTOBRANIA… chodziła po osiedlu z ostentacyjnym wielkim, ciężarnym brzuchalem. Wszyscy serwowali „achy i ochy” nad nią i jej smutnym losem, ale nikt nie miał koncepcji jak bidulce pomóc.

Chcieliśmy ją złapać przed godziną zero, ale niestety… wprawne oko Ewy rozpoznało, że ciężarna to może i ona była, ale kilka dni temu a teraz jest kotką karmiącą.

Nasz pierwotny plan zabrania jej do KOTERII legł w gruzach. Nie można jej było zatrzymać na zbyt długo z uwagi na bardzo malutkie kociaki, gdzieś przez nią dobrze ukryte. Natomiast już na pierwszy rzut oka było widać, że kotka ta była chora, strasznie kichała.

Nadchodzi Ostojanka

Ostojanka już w klatce

Szybko opracowaliśmy plan B – popędziliśmy do naszej osiedlowej lecznicy Ostoja Salvet. Tam przemiły Pan Doktor uzbrojony w specjalne rękawice, razem z Panią Doktor i Ewą okiełznali koteczkę i przeprowadzili ekspresowy „przegląd techniczny”. Okazało się, że kotka wymaga leczenia z powodu infekcji dróg oddechowych.

Niestety z uwagi na zabunkrowane kociaki musieliśmy działać szybko i doraźnie. Koteczka dostała serię zastrzyków i tabletkową wyprawkę na najbliższe 2 tygodnie. Tak uzbrojona wróciła do swoich maluchów. Dostała także robocze imię – OSTOJANKA.

Po tych spektakularnych sukcesach, nastąpił impas. Koty były wszędzie, droczyły się z nami spacerując w oddali i ostentacyjnie ignorując nasze klatki.

Jak już zaczęliśmy zbierać manatki, do gry wkroczył pierwszy i zarazem bardzo dorodny przedstawiciel płci męskiej …

Podszedł nieśpiesznie do Ewy i spytał spojrzeniem „i co? myślisz że mnie złapiesz?” Po czym leniwie położył się obok klatki-łapki. Cóż, pół godziny później był już w środku…. Gagatek miał tyle siły i takie spojrzenie, że od razu dostał od nas robocze imię ZAKAPIOR, bo prawdziwy z niego herszt kociej bandy.

Zakapior w klatce

Podczas, gdy Ostojanka zajmuje się teraz swoim potomstwem, Niunia i Zakapior są w KOTERII na przeglądzie technicznym.

Zakapior w Koterii

Niunia w Koterii

Za parę dni, po badaniach i serwisowaniu :-), wrócą na swoje miejsce bytowania, czyli do nas na Ostoję Wilanów, by dalej cieszyć się życiem, wygrzewać kosteczki na słoneczku i pilnować, by żaden szczur czy mysz nie miały prawa wstępu na nasze osiedle.

Nie udałoby się to KOTOBRANIE, gdyby nie pomoc wielu przemiłych i kotom przychylnych osób pracujących na naszej budowie i przede wszystkim bez pomocy Ewy z KOTERII, bo przecież skąd mieliśmy wiedzieć, że łapiąc kociaste „na żywca” prawdopodobnie wylądujemy na ostrym dyżurze z głębokimi ranami ciętymi od pazurów….

Mamy tu jeszcze kilka kocich rezydentów, których mamy na oku ale pomimo, że widzieliśmy ich w oddali, nie uległy one naszemu Koteryjnemu urokowi i zaprosiły nas na kolejną wizytę, obiecując że w miedzy czasie przemyślą naszą propozycję pomocy ;-)

Na razie na pierwszy plan wyszedł mały biało-czarny skrajnie wychudzony, kulejący i mizernie wyglądający kot o roboczym imieniu CHUDERLAK. Na razie przyzwyczajamy go do jednego miejsca porannego śniadania. Nieborak nie podejrzewa, że wkrótce takie śniadanko zostanie mu zaserwowane w jego osobistej klatce-łapce… Mamy nadzieję, że przyjmie nasze zaproszenie na śniadanie oraz, że uda się Chuderlakowi pomóc na czas.

Marzena Machej-Zając & Andrzej Zając

Ten wpis został opublikowany w kategorii Koty miejskie, Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kotobranie na Ostoi, cz. 2

  1. Jana pisze:

    Uważam, że jeśli kot regularnie przychodzi na michę i jest niewykastrowany, nie ma też na szyi obróżki z adresówką – to nie ma się co zastanawiać czy jest bezdomny czy też czyjś. Nawet jeżeli ma gdzieś dom, to „opiekunowie” nie dbają o kota należycie – wypuszczają niewykastrowanego (narażając kocura na walki, kotkę na ciąże, a obie płcie na zarażenie się wirusówkami), nie wiadomo czy dobrze karmią, skoro kot głodny, wreszcie – nie dbają, żeby w razie czego kot do nich wrócił. A więc co to za opieka? Co to za dom?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>