Kot jak marzenie

Każdy, kto zajmuje się adopcjami, wie, że zazwyczaj nie ma problemu ze znalezieniem domu kotu „atrakcyjnemu”. Na czym polega ta atrakcyjność? Musi być niebanalnie umaszczony, np. rudy, z długim włosem lub przypominać kota rasowego. Rudy długowłosy i młody to po prostu bułka z masłem. Czy na pewno?

Wszyscy widzą ładnego kota i chcieliby go mieć w domu. Na dalszy plan schodzą zdrowy rozsądek, zastanawianie się nad charakterem zwierzęcia, jego preferencjami czy nawet preferencjami adoptującego. Jeśli pokażemy dwa burasy, rozmowa od razu zejdzie na ich charaktery, zachowanie, upodobania, ale jeśli dołączy do tej dwójki rudy długowłosy, jego cechy przestaną się liczyć – chcemy go, bo taki ładny… I wtedy okazuje się, ze wyadoptowanie urodziwego kota jest o wiele trudniejsze niż przeciętnego buraska. Z jednej strony telefonów jest więcej, więc łatwiej znaleźć odpowiedniego człowieka, z drugiej – właśnie zalew telefonów od ludzi, którzy widzą w kocie tylko ładny przedmiot, jest porażająca. Gdy ktoś zakocha się w dachowcu, można mieć pewność, że pokochał jego charakter i osobowość. Gdy ktoś zakochuje się w atrakcyjnym kocie, często niestety, zakochuje się w ładnie ułożonym kłębku futra i dlatego później częściej zdarzają się kłopoty.

Okazuje się, że kocie futro jest też na ubraniach, obiciach i czarnym płaszczu naszego gościa także, kuwetę trzeba sprzątać nader często, w dodatku kotek, jako skojarzony z jakąś rasą, jest często bardziej chorowity i problematyczny. Zderzenie oczekiwań i rzeczywistości często nie wychodzi kotu na zdrowie. Dobrze jeszcze, gdy niespełniający oczekiwań kot powróci do osoby, która go wyadoptowała. Często jednak szybko znajdują się znajomi, którzy też się w nim zakochują – bo taki ładny – i dostają kota w prezencie. I historia się powtarza. A co, jeśli kot nie był adoptowany, tylko kupiony od handlarza? Wtedy często, by pokryć koszty związane z jego utrzymaniem, jest sprzedawany dalej. Bo przecież taki ładny, na pewno ktoś go szybko kupi…

Nie wiem dokładnie, jaki był los rudego kota, który pojawił się u mnie w Wigilię. Trafił do lecznicy, gdzie okazało się, że ma problemy z układem moczowym, a leczenie może być kosztowne i długie. Właściciel podjął więc jedyną rozsądną ekonomicznie decyzję i kazał kota uśpić. Skończyło się na zrzeczeniu się praw do zwierzaka i opłaceniu zabiegu cewnikowania kota. I tak zamiast z choinką wróciłam do domu z niezwykle atrakcyjnym rudym, długowłosym chorym kotem.

Kompletnie zdezorientowany sytuacją, obolały, przestraszony i porzucony zwierzak nie dawał się w ogóle dotknąć. Następne dwa tygodnie były walką o to, by nie trzeba było go wyszywać. W końcu okazało się to nieuniknione. Wygląda na to, że etap sikania pod siebie mamy już za sobą. Etap sikania na podłogę chyba też. Kot pomalutku wraca do zdrowia. Pytanie tylko, co z jego psychiką. Nie reaguje na wołanie, a „kici kici” pozostawia bez komentarza. Pozwala się głaskać, ale bez entuzjazmu, czasami ucieka spod ręki. Już nie wali łapami, no, może oprócz momentów, kiedy próbuję zaaplikować mu pigułkę, ale to traktuje jako ćwiczenia na refleks – mój oczywiście, bo on ma niezły. Martwi mnie coś, co powinno cieszyć – moje kocie stado nie reaguje na niego zupełnie. Zero konfliktów. Dzieje się tak tylko wtedy, kiedy „nowy” jest chory.

Rudego trzeba wyleczyć– zrobić mu testy, odchuchać i… szukać mu domu. Najchętniej nie pokazując jego zdjęć i nie mówiąc, że jest rudy i długowłosy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Adopcje, Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kot jak marzenie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>