Kociara z giwero

Szara z pazurem

Kociara z giwero, a Szara z pazurem :)

Nie ma chyba zajęcia objętego tak zjadliwą krytyką i tak obsobaczonego z buta wyciągniętymi psychologizmami co opieka nad kotami. Może poza wielce dyskusyjnym sposobem na życie jak granie w mordowanie na ekranie. Kociarstwo, choć nazwy tej przyznam, nie lubię, ale niech będzie – kociarstwo. Wiecie, drodzy kociarze, jak was, a raczej nas widzą.

Po pierwsze, kociarz to ktoś, o kim czytało się w tabloidzie. Jakaś kobieta bełkocząca do siebie, co brała z ulicy wszelkie zwierzaki, dawała im makaron do jedzenia, bo nie miała pieniędzy na coś z większą ilością białka, zapewne też nie miała pojęcia, czym są białka, a czym węglowodany. Nie otwierała komornikowi, który w końcu przestał przychodzić ze względu na koszmarny zapach uryny. Popadając w obłęd, nie dostrzegała nie tylko nieszczęsnej sytuacji swoich zwierząt, ale także własnego, pogarszającego się stanu zdrowia. Umarła na wylew, a wygłodniali podopieczni postarali się zatrzeć ślady jej istnienia dzięki swym niespożytym apetytom. Mściciele powiedzą, że sprawiedliwości stało się zadość. Niektórzy wtrącą całkiem logicznie, że tabloidowa postać nie była kociarą, bo przecież zupełnie nic o kotach nie wiedziała, a najpewniej w ogóle nie miała świadomości, czy jej podopieczni są kotami, chomikami, czy jaskiniowymi elfami. Nie zdziwcie się jednak, jeśli najwięcej podsumowań zabrzmi w stylu „znam taką, u mnie w bloku, ma aż pięć kotów, pani, pięć kotów na czydziestu metrach, no jasne, że gupia jaka, a w lidrze to widziałam, jak wydała na te żarcie dla tych zwierzaków normalnie dwieście złoty, co przecież każdy powi, że jest szajbusko, bo jak chce pomóc, to ja widziaam ogłoszenie o dzieciaku z rakiem. Przecież to ważne, a nie jakieś takie, za przeproszeniem zwierzenta, ale to widać że ona za dużo ma piniendzy i jeszcze nie ma, co robić ze swoim życiem, no bo to przecież ona telewizora nie ma to musiaa zwariować, nie?”.

Prawdziwy kociarz, taki co to nie jest „szajbusko”, wie dobrze, ile ma kotów, z jakimi kwotami wiąże się ich utrzymanie, jak je pielęgnować i jak przy tym wszystkim nie uczynić ze swojego życia jednego wielkiego sprzątania kuwety. Wiadomo, że różnica między opieką nad jednym kotem a dwoma jest niewielka, między dwom, a trzema niemal niezauważalna itp. Żeby więc móc zajmować się czymkolwiek innym, trzeba oczywiście wyznaczyć sobie nieprzekraczalną granicę. Czy to jednak wystarczy? Otóż nie, niektórzy ludzie mając tylko jednego kota, zrobią z niego ośrodek swojego wszechświata, będą w stanie opowiadać tylko o nim, działać jedynie na jego rzecz i ogólnie mówiąc – przynudzać niemożliwie, kiedy już poznamy wszystkie wybryki Mruczusia i zobaczymy wszystkie jego zdjęcia. Są też ludzie, którzy mając kotów naście, nie staną się kotocentryczni, mając jeszcze sporo innych zainteresowań i pomysłów na spędzenie czasu. Koty nie zahamują ich rozwoju osobistego, one go wręcz przyspieszą.

Co do możliwych komentarzy, pragnę zaznaczyć, że nie tylko jestem „szajbusko”, ale w dodatku grającą w obrzydliwe gry „psychopatyczno morderczynio”. Potencjał wszakże mam, więc nie podskakuj kociarze z „giwero”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>