Kici, kici, bobasku

Najpierw mojej dużej wyrosła wielka półka na kota. Boże, jakie to było miłe – w końcu nie te twarde kolana, tylko miękka, ale nie za bardzo, poducha, dzięki której można było wygodniej poprzytulać się do twarzy. Czysta ergonomia! Poza tym niezwykle fajne było to, że duża przestała chodzić do – jak to oni mówią– pracy. No i nareszcie całe dnie i noce można się było wtulać w nią pod kocem, ech, to były piękne dni. Potem zniknęli razem z dużym na chwilę i wrócili z czymś bardzo małym. Do dziś nie wiem, czy to człowiek, czy jeden z naszych. Jego zapach nie denerwował mnie jednak aż tak jak zapach nowych kotów. Bywają naprawdę wkurzające! Prycha toto, włazi pod wannę, leży pod moim kocykiem, je z mojej miseczki i korzysta z mojej kuwety!

A on nie, tyle że chyba zniknięcie półeczki na kota to właśnie jego sprawka. Trochę jestem na to zła, ale cóż. Pachnie całkiem przyjemnie. Po kilku dniach podeszłam się do niego przytulić, oboje zastygliśmy w zdumieniu. Teraz –żeby go trochę oswoić – liżę go czasem po łapce i przytulam do główki. Chyba mu się podoba. Chciałabym, żeby się z nami oswoił. Duża mówi do niego całkiem jak do nas. Trochę piskliwie, trochę zdrabniając, a nawet woła czasem „kici, kici”, co skłania mnie do wniosku, że to jednak jeden z naszych. Powodem jest też to, że duża sobie obcina paznokcie, a jemu „pazurki”, zupełnie jak nam. No i jest jednak mniejszy niż duzi. Trochę ostatnio urósł, ale nie sądzę, żeby było możliwe, żeby urósł aż tak! No i te jego zabawki! Wszystko szeleści i piszczy, jest kolorowe, takie jak nasze. Nie, to jednak chyba musi być kot.
Dyziek, mój kolega, został przez niego – jak sądzę – kilka razy wyproszony z pokoju. Duża powiedziała, że bała się konfrontacji małego ciałka z 5-kilogramowym rozpędzonym kocurem. Nie dziwię się! Dyziek bywa okropny! Co wieczór dostaje typowego kociego świra. Ja już z tego wyrosłam, ale kobiety dojrzewają szybciej. Ech, faceci. Dyziek to takie wieczne dziecko, zupełnie nie wiem, jak duzi mogli uznać, że mogę się z nim zaprzyjaźnić! Teraz jest też u nas Zuzia, taka czarno-biała, nic specjalnego. To znaczy nawet ją lubię. Jak na całe to stado impertynentów przewijające się przez nasz dom jest wyjątkowo miła. Pytałam się jej, czy widziała kiedyś takie stworzenie. Stwierdziła krótko, że nie, ale też obstawia, że to jednak kot. Jest bardziej bywała w świecie niż ja, chyba należałoby jej wierzyć.
A wy jak myślicie?
Na język ludzki zamieniła duża Irenki Gośka Ruszkowska

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne, Opieka. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>