Jak pożytecznie spędzić wieczór – 19.04.2012

Prezentujemy pomysł wolontariuszki Ewy na spędzanie wolnego czasu. Od razu zaznaczymy, że recepta podana jest na przykładzie konkretnego dnia (wczorajszego), ale podobny przepis Ewa stosuje niemal każdego wieczora.


1) Po pracy – do Koterii (z lewej strony Wisły na prawą). Tam – obowiązkowo choć trochę zabawy z Koteryjną tymczaską – Malwinką. Ostatnio dziewczyny ćwiczą się w NOSKOWANIU. :)
2) Z Koterii – na pierwszą łapankę (dosyć blisko, na Witolin). Pani karmicielka nie przygotowała łapanki – ktoś koty nakarmił. Mimo to Ewa łapie jedną czarną kotkę.
3) Wieczór jest jeszcze młody, dopiero szarzeje, to świetny czas na drugą łapankę (niedaleko, przecznicę dalej). Tym razem pani karmicielka już nie pomaga – wskazuje tylko drogę i musi już iść do domu. Olbrzymi teren, chaszcze, bardzo głębokie wykopy, zapadający zmierzch. Złapany jeden kot.
4) Telefon (jeden z tysiąca tego dnia – wszystkie albo od znajomych karmicielek, albo od domów tymczasowych) – w Wilanowie złapana została kotka, potrzebny jest transport do Koterii. Trzeba przerwać łapankę, bo robi się krucho z czasem.
5) Jazda do Koterii, wypakowanie kotów z Pragi, zapakowanie kota z Wilanowa do wypuszczenia, jazda do Wilanowa, wymiana kotów. :) Przy okazji bardzo miłe spotkanie z wyjątkowo sprawną (i usamodzielnioną – poza transportem) grupą karmicieli-łapaczy. Jedna kotka wypuszczona, jedna zapakowana do KOTOWOZU Ewy. :)
6) Jazda z Wilanowa na Pragę, do Koterii. Kotka do klatki, z klatek trzeba zaś zabrać 3 kotki do wypuszczenia na Woli. To się okazuje najtrudniejszym momentem wieczoru. Pierwsza kotka daje się zapakować do transporterka łatwo, druga trudno, trzecia w ogóle się nie daje. Syczy, drapie, rzuca się, kurczowo trzyma się klatki. Rozlewa się woda po całej Koterii, połamany chwytak, płynie krew (z człowieka, nie z kota!), dopiero pomaga podbierak. Horror – takich w telewizji nie dają, nawet wieczorem.
7) Jazda z Pragi na Wolę. Miła rozmowa z panem ochroniarzem. Mówi, że jest w zasadzie psiarzem, ale ukochany pies zmarł na raka, a pan ma w domu 7 kotów – przygarnięte same biedy. W pracy dokarmia stadko kotów.I jeszcze jedna miła chwila – wypuszczone koty, tak bojowe w Koterii, po poznaniu swoich kątów przybiegają na wołanie opiekuna, widać, że są już spokojne, czule się o siebie ocierają i… NOSKUJĄ!! :DNo i czas do domu, bo już po północy, a rano do pracy, a po pracy… ∞

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kocia Warszawa, Koty miejskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>