Ja się do tego nie nadaję!

Ja się do tego nie nadaję! Nie zliczę ile razy przez ostatnie trzy miesiące mówiłam to zdanie. W różnych tonacjach. Zdenerwowana, znużona, zła, rozczarowana. Bo ja naprawdę się do tego nie nadaję. Ale co zrobić kiedy życie wymusza pewne działania. Trzeba zacisnąć zęby i zabrać się do pracy.

Na mnie życie znalazło sprytnego haka. Hak ten objawił się pod postacią kociąt siedzących stadkiem na trawniczku. Urocze ale bezdomne kociaki codziennie wypatrywały dla siebie nadziei. Kiedy już nie mogłam spokojnie przechodzić koło opuszczonej posesji i stada kotów razem z mężem postanowiliśmy coś zrobić.

Zapadła decyzja – kastrujemy – żadnych tymczasów. Z pomocą dobrych ludzi udało nam się zdobyć klatkę łapkę, klatkę wystawową do przetrzymywania kotów oraz fundusze. Rozpoczęły się pierwsze w moim życiu łapanki. Mój mąż okazał się zdolnym łowcą i czasem po piętnastu minutach lecieliśmy do weta z kotem.

Życie jednak postanowiło spłatać mi figla. Mimo powtarzania jak mantra – żadnych tymczasów już po pierwszym tygodniu mieliśmy w domu dwa maluchy. Ciężko wypuścić maleńtasa z powrotem na podwórko. Koteczki były dosyć dzikawe. Zaczęło się ciężkie oswajanie i szukanie domów. Stresujące rozmowy były dla mnie szkołą asertywności. Uczyłam się wymagać, odmawiać. Kierować się dobrem kota nie chceniem ludzi. Było ciężko i maż często słyszał moje “ja się do tego nie nadaję”.

W miedzy czasie udało się wykastrować kilka kocurów i kotkę w początkowej ciąży co było naszym największym sukcesem. No i złapaliśmy nasze kolejne tymczasy. Czarna koteczka i kocurek bez łapki chorowały na koci katar. Oba kociaki nie nadawały się do wypuszczenia z powrotem na dwór. Tak więc stan naszych kotów tymczasowych wzrósł do czterech. Razem z naszą piątką po domu biegało dziewięć kotów. Nigdy nie przypuszczałam, że dojdzie do czegoś takiego.

Kocięta były jednak dosyć trudnymi tymczasami. Ich płochliwość raz mnie załamywała innym razem denerwowała. Na szczęście dla trzech dziewczynek wszystko skończyło się dobrze – są już kochane w nowych domach. Kocurek bez łapki Kostek nadal czeka na swój dom. Oprócz tego dwa kolejne kociaki zamieszkały z nami na okres szukania domu. Są przeurocze i mam nadzieję, że szybko znajdą domy.

Te trzy miesiące nie były dla mnie łatwe bo ja się do tego nie nadaję. Ale udało się nam zrobić coś pożytecznego. Razem z mężem wykastrowaliśmy trzynaście kotów. Sześć z nich trafiło do nas na tymczas a reszta wróciła na swój teren. Jeszcze tylko nasze tymczasowe maluszki znajdą domy i będziemy mogli odpocząć. Do wiosny… Wtedy trzeba się zabrać za resztę kociego stada.

Ewa Ryńska

Ten wpis został opublikowany w kategorii Konkursy, literacko-blogowy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>