Dlaczego nie warto mieć kota? Tekst numer jeden

Pisze do mnie B. „Jestem zachwycona – kupiłam odkurzacz i wytoczyłam wojnę piórom! Ciągle odkurzam, jakie to fantastyczne!”.  Przyszła do mnie ubrana na szaro. Piorę i noszę, piorę i noszę, bo nic na tym nie widać. To mój codzienny zestaw. Czarnych rzeczy chyba będę musiała pozbyć się z szafy. Na kocich forach toczą się zacięte dyskusje o tym, czy lepsze są rolki odtłaczające z Ikei, czy z Rossmanna. Kiedyś E. przez przypadek wyszła od nas z taką rolką w torbie. Następnego dnia wpadłam w panikę. Próbowałam mokrą ręką – nic. Taśma klejąca – skończyłam z jej kilometrami przyklejonymi do wszystkiego wokół i załamanymi rękami. Jakimś cudem nie miałam w domu chirurgicznych rękawiczek – świetnie zbierają sierść. Co począć? Czarny płaszcz, pod którym przenocował Dionizy, miał na dole biało-rudy pas futra. W głowie rodzą się mordercze instynkty, na koty nie mogę patrzeć. Trudno, wychodzę. Przemykam niby niepostrzeżenie, udając, że wcale nie mam w domu kotka. Pod koniec dnia orientuję się, że hm, płaszcz płaszczem, ale… dżinsy z tyłu mam również całkowicie okłaczone. W dodatku Dyźkowi znowu udało się otworzyć szafę – wywalił połowę rzeczy, a na reszcie położył się jak książę, radośnie oklejając wszystko futrem. W jednej z książek o pielęgnacji roślin przeczytałam, że wyciągi z passiflory wykorzystuje się do produkcji tabletek uspokajających, które bardzo przydają się podczas hodowli tej rośliny. Tkwię w przekonaniu, że po rozłożeniu kota na czynniki pierwsze taką substancję na pewno też można by znaleźć.

Fąfel, kot zakłaczający B.

Oklejona kocim futrem, padam bez nadziei na lepsze na okłaczoną kanapę. Sześć kilo kota szybko wyczuwa okazję i wskakuje na brzuch. – Auć! Irena! Delikatniej, proszę. Tymczasem kotka wytacza cięższą artylerię i rozpoczyna udeptywanie. No tak, moje lenistwo i upartość Irci nie wychodzą mi na dobre. Długie i ostre jak sztyleciki pazury wbijają mi się w uda. Trwam niewzruszona. Naprzeciwko mnie stoją dwa świeżo otapicerowane foteliki. Ileż to było szukania. – Zobacz, jaki ładny materiał, pasowałby idealnie, prawda? M. podchodzi i przygląda się uważnie. – Zapomniałaś chyba, że mamy koty? No tak, nitki materiału są bardzo grube, na pewno dałyby się wyciągnąć. Ofiarą kocich pazurów padły nie tylko poprzednie obicia foteli, ale też obszycie wykładziny i tapety, które Dyź z lubością odarł całkowicie ze ściany. Rogi kanapy skrzętnie skrywamy pod podrapanymi narzutami, ale foteliki były naszą dumą. Udało się po wielu miesiącach poszukiwań znaleźć materiały, które – jak się wydawało – spełniały wszelkie normy kotooporności.  Żadnego włosa, niewidoczne sploty, mały meszek, nie za jasne, łatwe do czyszczenia i niechłonące wody jak gąbka. I im niestety, dają radę. Żyjemy więc my, biedni ludzie w okłaczonych ubraniach pośród zniszczonych mebli. Czy wyobrażamy sobie inaczej? Ech, chyba nie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Dlaczego nie warto mieć kota? Tekst numer jeden

  1. Urszula pisze:

    ja tez nie czyszczę… a noszę przeważnie czarne ;) – a mój kot też prawie jest wyłącznie czarny ;) ….. w domu i tak nie widać ze są okłaczone ;)Meble? moja skórzana kanapa ma całkiem ładny ażurowy wzorek ;)

  2. Sylwia pisze:

    Kłaki, kłakami – były, są i będą. Za to jaki Fąfel jest przepiękny!Niech sobie zakłacza do upadłego, i tak bym go nie przestawała miętolić;) Co zresztą bezustannie robię z moimi kociskami, nie zważając na prychania, fuczenia i sierść na ubraniu przed wyjściem do pracy ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>