Człowiek to brzmi czasem dumnie

Łapiąc koty dużo dowiadujemy się o ludziach.

Często o wspaniałych i wytrwałych karmicielach, aniołach-stróżach podwórzowych kotów. Niestety czasem także dowiadujemy się o ludziach z piekła rodem.
Kiedyś już byliśmy w tym miejscu: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=288431534526109&set=a.288431074526155.61517.147649598604304&type=3&theater.

Teraz wygląda to wszystko inaczej – badyle są wycięte, ale budki w sercu tego buszu zostały zniszczone.

Panie opiekunki – trzy dzielne, odważne kobiety – walczą jednak o koty, stawiają nowe budki. Ale przyszło nowe. Wraz z nowym blokiem pojawili się nowi ludzie. Ogrodzili swój nowy blok, mają swoje sterylne podwórko. W myśl estetycznej zasady Kalego – „nie robię sobie na wycieraczkę, robię sąsiadom” – psy wyprowadzają do starych bloków, gdzie nie jest ogrodzone i nie ma monitoringu. Oczywiście nie sprzątają po tych psach – po co, u siebie mają przecież czysto.

Ale to jeszcze nic. Pewien „człowiek” z nowego bloku zapowiedział paniom karmicielkom, że już się postara, by koty zniknęły. I właśnie w ostatnich dniach zginął kolejny kot. Nie wiemy, czy to spełnienie groźby, czy tylko zbieg okoliczności.
Ewa złapała wczoraj w tym miejscu 2 kocurki. Jeden jest całkiem zsocjalizowany, drugi trochę mniej. Ale chcemy zrobić wszystko, by chociaż te koty nie musiały wrócić w to ponure miejsce – ponure, odkąd zaczął na nie rzucać złowrogi cień nowy, sterylny budynek.

Szukamy Dyniowi i Śliwkowi innego – bezpieczniejszego – miejsca na ziemi. Albumy ze zdjęciami przedstawimy na stronie „AAAdopcyjne z Koterii”.

Trzeciego kota nie udało się złapać – trzeba będzie po niego wrócić.

Ten wieczór Ewy nie skończył się jednak na umieszczeniu Dynia i Śliwka w klatkach w Koterii.

Otóż w pobliżu Koterii jest sporo kotów niewysterylizowanych – domowych, ale wychodzących. Część z nich należy do pewnej ubogiej rodziny. Kotów nigdy nie sterylizowali – najpierw ze względu na nieuświadomienie, potem ze względu na brak środków. Ewa wreszcie przekonała rodzinę i zarezerwowała miejsce w Koterii – na początek jednej kotce. Wczoraj pani pracująca w Koterii złapała kotkę. Wolontariuszka Jana, będąca w Koterii w sprawie Gucia, zaniepokoiła się wyglądem sutek kotki i zadzwoniła do Ewy.

Podczas nocnej wizyty w Koterii Ewa sprawdziła – no i klops – kotka okazała się karmiącą.
Ewa poszła do właścicieli – zastała tam kilkoro parodniowych maluchów. Musiała iść do Koterii (na szczęście parę kroków) po kotkę. Ale by nie zmarnować miejsca – w miejsce kotki karmiącej – wzięła od tej rodziny inną kotkę. Przynajmniej sterylizacje kotów tej rodziny ruszą. Będziemy też musieli pomóc tym ludziom znaleźć kociakom domy. Nie chcecie Państwo wiedzieć, co wcześniej w tej rodzinie robiono z kociakami. Dzięki Ewie ten proceder wreszcie się tam skończy.

Ten poniedziałek to z pewnością nie był radosny dzień w życiu Ewy. Z pewnością jednak był pracowity. No, ale to akurat jak zwykle…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kocia Warszawa, Koty miejskie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>