(Bez)interesowność

Nie pamiętam gdzie to przeczytałam, ale na pewno w internecie. Ktoś napisał,  w zamyśle bardzo buńczucznie i trolersko, że się „nie pomaga za nic”, że „bezinteresowności nie ma”. Mały zakichańcu, pomyślałam sobie złośliwe, bo trolisko na mnie ujadało, też mi odkrycie, zasmarkany kapitanie oczywisty.

Powiem więcej, pomaganie to jedna wielka interesowność. Inaczej nikt by tego nie robił. Nawet ludzie, którzy bezdyskusyjnie sobie szkodzą paląc papierosy wykonują przy wyciąganiu zapalniczki miliard kalkulacji i w rezultacie wybierają opcję, która w danej chwili jest dla nich najbardziej zyskowna. Czasem w rozmowie z palaczem ktoś wprowadzi taką zmienną do kalkulacji, że wynik się zmieni, ale nadal wynikiem będzie zysk własny. Zawsze zysk! I co z tego?

Teraz z korzyścią dla obu stron mam zamiar was rozśmieszyć. Wyobraźcie sobie, że na akcję robienia budek dla kotów przychodzi taki zestaw interesownych kreatur.

Romantyczni

Jacek – zdesperowany czterdziestoletni prawiczek wpadł na pomysł, że przy okazji „zapozna” panią.

Krzysiek – cyniczny, ale uroczy, dobrze wie, że mężczyzna z kotem na ręku rozczuli i zmiękczy.

Magda – żeński odpowiednik Jacka, oczywiście trafiła na Krzyśka.

Michał – żona mu kazała, no dobra nie kazała, powiedziała „oczywiście zrobisz co zechcesz”

Aktywni

Malina, Mateusz i Jaś – nie ukrywajmy, nie było co zrobić z Jasiem. Sanki się znudziły, zimno, a fotki ze śniegiem słabe. Trzeba czymś zająć synka, którego rozsadza energia, a tu jeszcze edukacja i empatia.

Krystyna – lekarz kazał się więcej ruszać, no to się porusza i pomoże i w ogóle będzie z kim pogadać o lekarzach co to mają głupie pomysły.

Ela – kolekcjonerka wrażeń. Była na sztucznym stoku, nieprawdziwym lodowisku, niewidzialnej wystawie, niepraktycznym kursie foto i niewymuszonym spacerze architektonicznym. Teraz machniemy budki zimowe.

Towarzyscy

Kinga (ja!) – przyłazi wszędzie tam gdzie może się spotkać ze znajomymi. A że oni robią budki to ona też.

Bożena – kolejna sobota sam na sam z telewizorem ją przeraża. Wie, że ma wyjść do ludzi, ale to już nie ten wiek i w ogóle. Ciężko, ale wyszła – trochę do ludzi, a trochę do kotów.

Prozwierzęcy

Tomek – aktywista z podejrzeniem ADHD, przychodzi wszędzie, a jak nie da rady być w dwóch miejscach naraz żąda relacji.

Jola – wybucha płaczem na widok kotka na śniegu. Za to na warsztatach budkowych się śmieje.

Zrobili dwadzieścia budek bez względu na swoje drugoplanowe zamierzenia i nie obchodzi mnie czy były cne, czy niecne. Na ich planach i zysku skorzystały koty. Ciepło im.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*