Najnowsze wpisy
Konkurs fotograficzny – praca nr 3
Konkurs fotograficzny – praca nr 2
Zamalek, Kair – styczeń 2012. Fot. Beata
Konkurs fotograficzny – praca nr 1
Zdjęcie poznańskiego kota miejskiego, buszującego w okolicach osiedla Piastowskiego.
Wieczór na działce
Środowy wieczór Ewa spędziła pracowicie na działce na Gocławiu. Nic nie posiała, ale zbiór był obfity – 5 złapanych kotów. Właściwie to nawet 7, ale Ewa jest wybredna i kotów z przyciętym uszkiem nie brała. ;)
Łapanka dzięki pani, która dogląda tę kocią bandę, była świetnie przygotowana – koty były przegłodzone, pan karmiciel zaczekał na nas z karmieniem. Podpowiadał też, które koty były już wykastrowane.
Właśnie te ciachnięte najbardziej przeszkadzały. Wykastrowany kocurek złapał się i w ogóle się nie przejął – spokojnie wyjadał przynętę. Ba! Parę razy później też trzeba go było wyganiać z klatki-łapki. :)
Pomogło trochę dokarmianie na boku.
Złapała się także wysterylizowana kotka. Ta się troszeczkę przejęła i drugi raz nie próbowała już włazić. Trzeba także było karmić na boku kotkę, która niestety zdążyła się już okocić (niedługo trzeba będzie wyłapać i kocięta – może znajdą się dla nich domy).
Łapanka zatem całkiem się udała – wolontariusze dostali od pani opiekunki wieeelki, pachnący bukiet różnokolorowych bzów.
Dla Ewy wieczór nie skończył się jednak przyjemnie. W czasie krzątaniny w Koterii zapukała do drzwi pewna pani. Przyniosła ciało kotki, którą zabił samochód. To była jedna z pierwszych kotek złapanych przez Ewę, jeszcze za czasów „starej” Koterii…
Niestety – „koty wolno żyjące” bardzo często oznacza „koty krótko żyjące”. :((
A w życiu wolontariuszy radość z sukcesów często jest gaszona przez poczucie bezsilności wobec kocich nieszczęść…
Konkurs fotograficzny KOT W WIELKIM MIEŚCIE
Koty są wszędzie, na Twoim parapecie i na podwórku, są elementem graffiti, tematem rzeźb, czyli MIASTA. Widujesz je codziennie, ale spójrz proszę jeszcze raz, przez obiektyw aparatu, czy tego w telefonie, czy wypasionej lustrzanki. Spójrz, pstryknij i wyślij nam zdjęcie kota. Kota wolno żyjącego, miejskiego, wygrzewającego się w słońcu, marznącego w zimie, przemykającego między samochodami, odpoczywającego na stosie cegieł, czy chowającego się w bramie przed deszczem.
Ponieważ Koteria kocha koty miejskie chętnie nagrodzi tych, którzy dostrzega i sportretują prawdziwego wolno żyjącego sierściucha.
Przeczytaj koniecznie regulamin konkursu!
Koneserki – 26.04.2012
Koneser jest modny, że hoho, a to znaczy mniej więcej tyle, że już
wprawdzie przestał być miejscem alternatywnym, ale nie przestał za takie
uchodzić. Dzieje się tu wszystko, co chciałoby być zauważone. Są i
koty miejskie. Cóż. Dokarmianie ich i sterylizowanie wciąż nie należą
do zajęć mogących uczynić z nas gwiazdki, ale i tak staramy się być
trendsetterkami i zaszczepić w ludziach modę na altruizm. Poza tym,
serio, jesteśmy modne! Ewa jedzie na łapankę do Konesera prosto od
kosmetyczki, a Magda – karmicielka – ma tak wystrzałowe oprawki okularów,
że mam cały czas ochotę je założyć. Tylko skąd bym wiedziała, jak
wtedy wyglądam? Jesteśmy modne, zadbane, wymykające się stereotypom.
Właściwe osoby na właściwym miejscu!
Mamy plan by złapać trzy koty. Wjeżdżamy głęboko na teren Konesera,
daleko poza tablicę obwieszczającą, że się nie powinno, pomiędzy
wysokie stosy cegieł, betonowych bloków i papy. Stajemy przy stosie
zapomnianych dekoracji: styropianowe smoki, skrzynie, dzwony i głowa
klauna z ogłupiałą miną. Przepiękna makabra! Mogłabym spędzić cały
dzień na tym śmietniku rozrywki. Nie tylko ja! Mieszka tu też stadko
kotów Magdy. Jest im tak wygodnie, że nie chcą przenieść się na
stałe pod dach, w miejsce, gdzie opiekunka przygotowała budki, posłania
i miski.
Na spotkanie Magdy przychodzi śliczna, dobrze odżywiona kotka z ogonkiem
na baczność. Podąża za nami wszędzie. Oczywiście włazi od razu do
klatki-łapki, ale tylko na chwilę, bo ona w Koterii już była. Jest
faktycznie bardzo głodna, bo Magda jest wzorową współpracownicą
Koterii i nie karmiła stadka przed łapanką. Sympatyczna kastratka
dostaje więc trochę jedzenia z boku, z dala od klatek, ale zjada szybko i
twierdzi, że chce jeszcze. Nie opuszcza nas nawet na krok. Jej
współtowarzysze nie są aż tak śmiali, ale i tak w miarę szybko
łapiemy trikolorkę z symetrycznie umaszczonym pyszczkiem i pręgusa.
Trzecia, bardzo wystraszona kotka ani myśli wychodzić z lunaparkowego
śmietniska. Ewa przestawia kilka razy klatkę, podczas gdy Magda i ja
rozpracowujemy, niczym stare znajome, temat samochodów, kotów i
sąsiadów. Z ciepłego popołudnia robi się ciepły wieczór, a potem
ciemna noc. I chociaż bardzo mi przyjemnie spędzać czas w modnym miejscu
z modnymi dziewczynami, daję za wygraną.
Wracamy do Koterii z dwiema pełnymi klatkami, a to, plus lans na Pradze,
oznacza zdecydowany sukces!
Jeszcze więcej łapania – 29.03.2012

W transporterku czekał kot na wypuszczenie – musiał czekać, bo mógłby przeszkadzać w łapance albo nawet złapać się po raz drugi. To byłby dla niego niepotrzebny stres.
Wolontariuszka Ewa pomaga nie tylko w łapaniu – koty, które złapie, po okresie rekonwalescencji odwozi na miejsce ich bytowania.
Bilans wczorajszego wieczoru: 2 koty złapane, 4 odwiezione. Ale to nie znaczy, że wynik był „minus 2”. :)
Na wczorajszej łapance 2 pierwsze koty udało się pochwycić dosyć łatwo. I tyle miało być tam złapane. Ale pojawił się jeszcze kot trzeci. I ten okazał się wyzwaniem. Wolontariusze (Ewie pomagał Wu) naczekali się, zostali przewiani przez wiatr na nice, nabiegali się wokół bloku za nieuchwytnym czarnym kotem.

Tego kota bardzo lubimy – złapał się po 5 minutach. :)
Zabawa w kotka i myszkę (znaczy kot się bawił ludźmi) trwała tak długo, że trzeba było się poddać (oczywiście na razie!). W Koterii czekały jeszcze koty z łapanki na Bemowie – zostały wypuszczone po 23:00. Tak wygląda nocne życie wolontariuszy. :)
Na gruzach starej Woli – 25.04.2012
To była bardziej interwencja niż łapanka.
Kończyła się budowa wielkich bloków, rozbierany był jeszcze stary budynek. A wśród tego budowlanego zamieszania – stado kotów.
Poprosiła nas o pomoc Małgosia. Nie udało się przybyć natychmiast – kalendarz Ewy był szczelnie wypełniony. Gdy przybyliśmy, po krótkiej akcji uświadamiającej panią karmicielkę i pana ochroniarza, który także opiekował się tymi kotami – przystąpiliśmy do akcji właściwej.
Pierwszego kota złapała pani karmicielka w ręce. Resztę już standardowo – Ewa złapała w klatki-łapki. W sumie złapały się 4 kotki.
Została jedna czarna – nieuchwytna – kotka. Ale jeszcze po nią wrócimy. ;)
Została też buraska – być może z dziećmi. Ale nikt nigdy tych kociąt nie widział. Próbowaliśmy jeszcze z Małgosią odnaleźć kociaki wśród gruzów – ale bezskutecznie. Albo ich nigdy nie było, albo zginęły przysypane.
Ostatni raz szukaliśmy w piątek. W poniedziałek po południu nie było już ani piwnicy, ani góry gruzu, gdzie bura kotka mogła ukrywać kocięta. :( Albo ich nigdy nie było, albo zginęły przysypane wcześniej, albo w poniedziałek. :((
Trzy kotki wróciły w to samo miejsce – do dzisiaj chyba już cały gruz usunięto. Mamy nadzieję, że zostaną dwaj panowie ochroniarze – opiekujący się tymi kotami. Będziemy tam zaglądać i dowiadywać się o los kotów. No i, oczywiście, za chwilę tam wpadniemy próbować złapać czarną-nieuchwytną oraz burasię.
Czwarta złapana kotka okazała się adopcyjna. Pani Bożena zaofiarowała jej dom tymczasowy. Na stronie AAAdopcyjne z Koterii szukamy teraz koteczce domu stałego.
Opuszczone – 20.04.2012
Pani stróżująca przy wjeździe na parking szpitala na Szaserów popatrzyła nieufnie:
-Z jakiego ośrodka?
-Koteria.
-Koty?
-Tak, przyjechałyśmy wyłapać koty do sterylizacji.
-No to proszę. – Odpowiedziała z wahaniem, tak jakby nigdy tu żadnych kotów nie widziała. Nic dziwnego teren jest duży, a koty małe i płochliwe. Ewa policzyła, wyszło, że szpitalnych kotów było w Koterii 25, a może i 30. Z dotychczasową, teraz niestety poważnie chorą, karmicielką, Ewa wyłapała ponad 40 w różnych miejscach.
Szlaban się podniósł. Ewa od razu wypatrzyła kotkę, którą łapała… kiedy to było? Chyba dwa lata temu. Ta spała niedaleko szlabanu, ale cała reszta urzęduje w wybudowanym i opuszczonym, czy może niedokończonym, skrzydle. Dla mnie to gratka; miłość do opuszczonych kotów mogę łączyć z upodobaniem do opuszczonych miejsc. Ewa zaczęła wyciągać klatki-łapki i tekturki. Zaraz pojawiły się dwa, nie przesadzam –spasione – kocury. Rudy i czarny, oba z ciętym uszkiem. Kręciły się w odległości kilku metrów od samochodu. Dystans gwałtownie się zmniejszył gdy Ewa otworzyła saszetki z karmą.
Czy muszę dodawać, że koty zostały jednak uprzednio nakarmione? Irytująca prawidłowość. Śmiałe kocury jednak wcale nie były usatysfakcjonowane karmicielskim poczęstunkiem, bo wciąż kręciły się przy klatkach-łapkach odganiając mniej śmiałych. Ewa interweniowała kilka razy przestawiając klaki i dając na boku haracz.
Mimo tych zawirowań złapały się trzy koty. Jeden z nich, a raczej jedna, otrzymał diabelski numer ewidencyjny! Co wróży jej dożywotnią bezdzietność i oznaczone ucho, a przede wszystkim tydzień obżerania się w koteryjnym SPA :)
Jak pożytecznie spędzić wieczór – 19.04.2012
Prezentujemy pomysł wolontariuszki Ewy na spędzanie wolnego czasu. Od razu zaznaczymy, że recepta podana jest na przykładzie konkretnego dnia (wczorajszego), ale podobny przepis Ewa stosuje niemal każdego wieczora.
1) Po pracy – do Koterii (z lewej strony Wisły na prawą). Tam – obowiązkowo choć trochę zabawy z Koteryjną tymczaską – Malwinką. Ostatnio dziewczyny ćwiczą się w NOSKOWANIU. :)
2) Z Koterii – na pierwszą łapankę (dosyć blisko, na Witolin). Pani karmicielka nie przygotowała łapanki – ktoś koty nakarmił. Mimo to Ewa łapie jedną czarną kotkę.
3) Wieczór jest jeszcze młody, dopiero szarzeje, to świetny czas na drugą łapankę (niedaleko, przecznicę dalej). Tym razem pani karmicielka już nie pomaga – wskazuje tylko drogę i musi już iść do domu. Olbrzymi teren, chaszcze, bardzo głębokie wykopy, zapadający zmierzch. Złapany jeden kot.
4) Telefon (jeden z tysiąca tego dnia – wszystkie albo od znajomych karmicielek, albo od domów tymczasowych) – w Wilanowie złapana została kotka, potrzebny jest transport do Koterii. Trzeba przerwać łapankę, bo robi się krucho z czasem.
5) Jazda do Koterii, wypakowanie kotów z Pragi, zapakowanie kota z Wilanowa do wypuszczenia, jazda do Wilanowa, wymiana kotów. :) Przy okazji bardzo miłe spotkanie z wyjątkowo sprawną (i usamodzielnioną – poza transportem) grupą karmicieli-łapaczy. Jedna kotka wypuszczona, jedna zapakowana do KOTOWOZU Ewy. :)
6) Jazda z Wilanowa na Pragę, do Koterii. Kotka do klatki, z klatek trzeba zaś zabrać 3 kotki do wypuszczenia na Woli. To się okazuje najtrudniejszym momentem wieczoru. Pierwsza kotka daje się zapakować do transporterka łatwo, druga trudno, trzecia w ogóle się nie daje. Syczy, drapie, rzuca się, kurczowo trzyma się klatki. Rozlewa się woda po całej Koterii, połamany chwytak, płynie krew (z człowieka, nie z kota!), dopiero pomaga podbierak. Horror – takich w telewizji nie dają, nawet wieczorem.
7) Jazda z Pragi na Wolę. Miła rozmowa z panem ochroniarzem. Mówi, że jest w zasadzie psiarzem, ale ukochany pies zmarł na raka, a pan ma w domu 7 kotów – przygarnięte same biedy. W pracy dokarmia stadko kotów.I jeszcze jedna miła chwila – wypuszczone koty, tak bojowe w Koterii, po poznaniu swoich kątów przybiegają na wołanie opiekuna, widać, że są już spokojne, czule się o siebie ocierają i… NOSKUJĄ!! :DNo i czas do domu, bo już po północy, a rano do pracy, a po pracy… ∞






































